PODZIEL SIĘ

Chociaż w drugim odcinku Watchmen Doktor Manhattan nie pojawia się osobiście, mocno czuć jego wszechobecną prezencję – jest wielokrotnie wspominany przez mężczyznę na wózku, przez cały czas w tle przewijają się związane z nim przedmioty, na przykład magnetyczne klocki Tophera, no i, rzecz jasna, historię jego narodzin opisuje przedziwna sztuka teatralna Ozymandiasza.

Manhattan był niegdyś naukowcem Jonem Ostermanem, który po wypadku przy pracy  w 1959 stał się wręcz omnipotentną, niebieską istotą potrafiącą manipulować materią, całkowicie odciętą od problemów zwykłych śmiertelników. Po wydarzeniach z komiksu, mających miejsce w 1985 roku, postanawia on opuścić Ziemię.

W najnowszym epizodzie serialu, którego akcja dzieje się 34 lata po odejściu Manhattana, Angela (Regina King) przesłuchuje tajemniczego Willa Reevsa (Louis Gosset Jr.) na temat brutalnego morderstwa komendanta policji w Tulsie. Chociaż mężczyzna wielokrotnie przyznaje się do popełnienia zbrodni, Angela nie kupuje tego, że stulatek na wózku byłby fizycznie zdolny do powieszenia dorosłego mężczyzny. Will próbuje ją przekonać odpowiadając:

„Może… może jestem Doktorem Manhattanem.”

„On mieszka na zasranym Marsie. I nie potrafi… wyglądać jak my,” odpowiada ostro Angela.

Will zaczyna wymieniać długą listę zdolności Manhattana, po czym zadaje pytanie: skoro potrafi on niszczyć budynki jednym ruchem dłoni, dlaczego nie może niby wyglądać jak zwykły człowiek?

Chociaż chwilę później Will przyznaje, że nie jest Manhattanem, widzowie nie znający wcześniej postaci niebieskiego półboga po raz pierwszy słyszą w serialu opis jego mocy. W poprzednim odcinku na ekranie mignęła nam transmisja na żywo z Marsa, na której widzimy, jak Manhattan tworzy z piasku ogromny zamek, po czym od razu go burzy.

Chociaż w komiksach nigdy nie widzieliśmy Doktora Manhattana kompletnie zmieniającego się w normalnie wyglądającego człowieka, słowa Willa wydają się zwiastować nadchodzące pojawienie się Manhattana w serialu, prawdopodobnie w postaci zwyczajnego, nieświecącego mężczyzny. Chociaż mamy wierzyć, że jest on na Marsie, dobrze wiemy, że potrafi nie tylko tworzyć kopie samego siebie, ale i przebywać w co najmniej dwóch miejscach na raz.

Oprócz konwersacji Willa i Angeli o naturze mocy Manhattana, grany przez Jeremy’ego Ironsa Ozymandiasz wystawia w swojej posiadłości sztukę ukazująca genezę niebieskiego superbohatera. Aktorami w niej są liczni służący Veidta, którzy okazują się być klonami, i w przedramatyzowany sposób niezwykle wiernie odgrywają komiksowe początki Doktora Manhattana. O tej groteskowej scenie wypowiedział się sam Irons:

Myślę, że ten moment jest po części wypełniony nostalgią, po części próbą zrozumienia, a po części sposobem na zabicie nudnego wieczoru. Gdy coś się wydarzy mamy zwyczaj przez następne 10 lat pisać o tym sztuki. Próbujemy to ogarnąć umysłem i zobaczyć, co przez to czujemy i co możemy z tego wyciągnąć. Więc myślę, że przez to wszystko moja postać pragnie wystawić sztukę o Manhattanie. Jednak, moim zdaniem, niezbyt dobrą. Niezbyt lotni aktorzy, prawda? Bardzo drewnanaie wystąpienia.

Czy liczycie na pojawienie się w serialu prawdziwego Doctora Manhattana? Dajcie nam znać w komentarzach!