PODZIEL SIĘ

Przyszłość, postapokaliptyczny klimat, potężny tyran, grupka ocalałych i podróże w czasie, czyli coś powszechnego w komiksach spod szyldu DC. Jak z tym tematem poradził sobie Hitch w ostatnim swoim tomie Ligi Sprawiedliwości?

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

Rebirthowy run Ligi Sprawiedliwości nie cieszy się zbyt wielkim uznaniem wśród fanów i szczerze, to w ogóle mnie to nie dziwi. Bryan Hitch to człowiek, który widać, że na pewno poczuł klimat Justice League, miał ciekawe pomysły (chociaż nie zawsze trafne), a  historie, które opowiadał, wcale nie były takie najgorsze, jednakże całości towarzyszył wielki chaos, niewykorzystany potencjał niektórych wątków aż boli, a poziom rysunków w poszczególnych tomach bywał bardzo nierówny. Mimo wszystko poprzedni tom (którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ) dawał nadzieję na lepszą przyszłość. Czy faktycznie jest lepiej?

Jak się okazuje, Dziedzictwo, bo taki tytuł nosi ten najnowszy zeszyt zbiorczy, jest ostatnim, który wychodzi spod pióra Hitcha. Czy scenarzysta godnie zakończył swoją przygodę z tą legendarna grupą superbohaterów?

Już na samym początku chciałbym zaznaczyć, że na pewno jest to najlepszy tom ze wszystkich dostępnych. Dlaczego? Otóż tym razem otrzymujemy wyłącznie jedną, rozbudowaną historię, napisaną tylko przez Hitcha, a całość zilustrowana jest wyłącznie przez Fernando Pasarina, także wszystko jest tym razem spójne, bardziej wyrównanie. To na pewno wielki plus.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, to tak jak wspomniałem na samym wstępie, czeka nas przygoda związana z podróżami w czasie, gdyż okazuje się, że przyszłość (dokładniej 22 lata od wydarzeń z poprzedniego tomu), to jedno wielkie pustkowie, rządzone przez tzw. Monarchinię. Co z członkami Ligi? Wszyscy nie żyją. No prawie wszyscy, bo jednego z nich spotkał dużo gorszy los… Jeżeli uważacie, że Jason Momoa w roli Aquamana to badass, to polecam wam tę historię. Niczego wam nie zdradzam, bo po co psuć wam frajdę 🙂

Jednymi z ostatnich ocalałych na ziemi okazują się dzieci naszych superbohaterów, którzy postanawiają wyruszyć na wycieczkę do przeszłości, aby zapobiec wszystkim tym tragicznym wydarzeniom, które dotknęły cały świat. Oj dzieciaki, widać, że wyczyny Barry’ego były za mało przekonujące, aby wybić wam ten pomysł z głowy. Nie uczyli was, że z osią czasu się nie igra?

Mimo, że nasi młodociani bohaterzy o dziwo zostali dość ciepło przyjęci przez młodsze wersje swoich rodziców, którzy jednak odczuwali pewien dyskomfort. W szczególności dwójka z nich, a dokładniej wyżej wymieniony Flash oraz Diana. O ile w tym pierwszym przypadku powód jest dość błahy (Co by się stało jakby Iris się dowiedziała…), tak Wonder Woman ma nieco większy kłopot. Zdradzę tylko tyle, że nie ma najlepszych relacji ze swoim dzieckiem.

Cała historia przebiega bardzo sprawnie, a nowe postaci są ciekawe, z wielkim potencjałem na wykorzystanie ich w przyszłości. W szczególności bardzo chętnie przeczytałbym jakąś historię z Jasonem i Jennifer, młodych lanternów, którzy naturalnie posiadają moc władania każdym rodzajem emocjonalnego spektrum (cool!). Mógłbym się przyczepić, że zabrakło mi dłuższej, bardziej konkretnej walki, bo w większość stanowiły krótkie, szybkie starcia. Jestem także ciekaw konsekwencji płynących ze zmian w osi czasu, gdyż ostatecznie całość wyglądała tak, jakby nic się nie stało. Liczę tylko, że kiedyś się tego dowiemy.

Najbardziej zawodzi sama końcówka, gdyż zachodzi tu sytuacja podobna do tej z poprzedniego tomu, a dokładniej historii „Tysiące drobiazgów”, gdzie całość wypadała bardzo w porządku, jednak zakończenie wydawało się jakby „wymuszone” tj. spokojnie dałoby radę rozpisać to na jeszcze jeden dodatkowy zeszyt. Tego samego uczucia doznałem przy lekturze Dziedzictwa. Mimo, że sam scenariusz nie należy zbytnio do najoryginalniejszych, to opowiadana historia naprawdę wciąga i zachęca czytelnika do wertowania kolejnych to kart komiksu. Takie spłycenie końcówki pozostawia więc pewien niedosyt.

W ostatecznym rozrachunku trzeba przyznać, że Bryan Hitch odchodzi z godnością. Miał facet potencjał i kto wie, czy jakby pisał dalej, to nie otrzymalibyśmy czegoś epickiego! W końcu Williamsonowi pisanie Flasha zaczęło wychodzić dopiero w okolicach 50 numeru, z tym zastrzeżeniem, że nikt się tego nie spodziewał, a Bryan od trzeciego tomu przejawiał na to potencjał.

Jeżeli lubicie Ligę Sprawiedliwości, jesteście ciekaw nowych postaci, które mogą mieć znaczenie w przyszłości, to szczerze zachęcam do sięgnięcia po Dziedzictwo, w szczególności, że znajomość poprzednich tomów nie jest do końca wymagana. Także jak naszłaby was kiedykolwiek chęć na lekturę, to spokojnie możecie sięgnąć po tę historię.

Ciężko byłoby mi nie pochwalić rysunków Pasarina, bo ten bardzo się postarał. Jego śliczne, bogate w szczegóły rysunki bardzo cieszą oko. Zdecydowanie widać skok jakości w stosunku do poprzednich tomów, w szczególności, że tak jak wspominałem na początku, za wszystko odpowiada jeden człowiek.

Mimo niesatysfakcjonującego zakończenia, to jestem bardzo zadowolony po lekturze całości. Nie jest to na pewno historia, o której będzie się mówiło przez lata, nie jest to nic rewolucyjnego, oj nie. Jednak Bryan pod sam koniec swojej przygody z Justice League pozostawił w uniwersum coś z wielkim potencjałem na przyszłość, czyli ciekawych bohaterów, którzy z łatwością zdobyli moją sympatię i zapewne nie tylko moją. Oby któryś ze scenarzystów DC jakkolwiek ich kiedyś jeszcze wykorzystał! Teraz tylko pytanie, czy Egmont zdecyduje się na wydanie kontynuacji przygód Ligi sprawiedliwości.

Tytuł oryginalny: Justice League vol. 5 Legacy
Scenariusz: Bryan Hitch
Rysunki: Fernando Pasarin
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 132

Kliknij >TUTAJ< i kup komiks w sklepie internetowym Egmont.pl

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!