PODZIEL SIĘ

Piotr Batplay

Z dawna oczekiwany crossover, w końcu zadebiutował na stacji The CW. Zapowiadany jako czteroczęściowy event, w ostateczności zredukował się do trzech odcinków. Dlaczego? Warto zapoznać się z wypowiedzią producenta wykonawczego, którą znajdziecie tutaj. Jednak moim skromnym zdaniem, zabieg ten miał na celu zwiększenie oglądalności Supergirl. Tak, tak, niewątpliwie są osoby, które nie oglądają tej produkcji, a zapewnienie ich o crossoverze tylko wymogło na fanach sięgnięcie po przygody Kryptonki i ewentualnie pozostanie przy nich. Stacja The CW dopiero co wprowadziła ten serial na swoją antenę, a skoro wszystkim dobrze wiadomo, że cel uświęca środki, drobne kłamstewko nie zaszkodziło 😉 Moja recenzja ostatniego odcinka Supergirl jeszcze dziś pojawi się na FLARROW. Przechodząc do meritum, crossover w National City zajmuje niewiele ponad minutę, co więcej scena ta zostaje zduplikowana w The Flash (patrz: dla fanów, którzy mimo wszystko nie sięgnęli po Supergirl), dlatego nie przedłużając, przechodzę do omówienia kolejnego odcinka.

The Flash 3×08 Invasion!

Pamiętam jak spekulowano kto może stanowić odpowiednie zagrożenie dla zwerbowania tak licznej drużyny superbohaterów/bohaterów/mścicieli itp. Okazało się, że niebezpieczeństwo może być tylko jedno, dosłownie nie z tej Ziemi. Bardzo podobało mi się powiązanie Dominators z Redmond w Oregano. Tym samym nacja ta poniekąd była już zakorzeniona w historii, co daje Legendom Jutra możliwość przeniesienia się do lat 50-tych, a organizacji ARGUS potrzebne dane w walce z najeźdźcami. W aspekcie tym, przydatna okazuje się również Kara, która sama będąc kosmitką, znała Dominators z opowieści. Pytanie tylko czy i jak bardzo ta nacja różni się w jej wszechświecie.

Pierwsze pojawienie się kosmitów oraz ich wyjście ze statku kosmicznego niczym z ubiegłowiecznych horrorów, jasno wskazuje, że wątek najeźdźców zostanie poprowadzony w dość stereotypowy sposób, kosmici są źli, nie ma co pertraktować, należy zebrać drużynę i stawić im czoła. Jest tutaj pewna inspiracja Independence Day Rolanda Emmericha. Obcy mimo swojej aparycji i agresywnemu abordażowi, nie posługują się siłą, są istotami niezwykle rozwiniętymi i ewidentnie coś planują. Wszak po co innego mieliby porywać „ludzką część” drużyny bohaterów, skoro nie po to by przeprowadzać eksperymenty? Kolejny stereotyp.

Pomimo całej otoczki inwazji, znajdujemy sporo czasu na wątki obyczajowe, zwłaszcza te dotyczące bezpośrednio Team Flash. Jest to świetny konsensus by w jednym odcinku dokonać crossoveru, przy jednoczesnym zachowaniu spójności fabularnej serialu. Wreszcie wszyscy dowiedzieli się o Flashpoincie, co z jednej strony przyniosło poważne zachwianie zaufania do Barry’ego Allena, a z drugiej, gdyby nie to, Arrow i Flash również popadliby pod kontrolę umysłów, a wówczas świat już tylko mogłyby być uratowany przez Kid Flasha, amatora w sztuce superbohaterskiej. Sam wątek Wally’ego Westa początkowo wydaje się być wciągniętym na siłę do crossoveru, lecz ostatecznie nowy speedster „ratuje dzień” (chociaż przez moment).

Reasumując, żeby nie przedłużać, wszak jeszcze przed Wami dwie kolejne recenzje, uważam pierwszy odcinek crossoveru za jeden z najlepszych, jakie widziałem w produkcjach superbohaterskich, kompletnie nie przeszkadzają mi stereotypy, a może właśnie one są czynnikiem miłym dla mego oka – powiązania historyczne i kinematograficzne. Scenariusz został bardzo dobrze napisany, każdy z bohaterów dokłada swoją cegiełkę do ogólnej fabuły. Diggle z Rorym zapewniają dobry humor, Barry nosi na swych barkach ogromną odpowiedzialność, Oliver jawi się jako lider, Stein odkrywa, że zmiany w jego wspomnieniach wywołane są przez niego samego, Dig dowiaduje się o córce, Atom otrzymuje nowy strój, Sara znów zapewnia doskonałą realizację choreografii walk, Felicity z Cisco współpracują jak jeden procesor, a i Thea wraca jako Speedy. Flashpoint wywoła kolejne perturbacje czasowe, co w moim mniemaniu dobrze wróży na przyszłość. Jedyne zastrzeżenia jakie mam, dotyczą wielu bliskich kadrów, lecz to znów jest drobnostka, która nie wpływa na ogólną ocenę. Moje oczekiwania względem pierwszego odcinka crossoveru zostały spełnione z nawiązką, dlatego zostawiam wysoką notę.

Arrow 5×08 – E.T. go home!

AvatarRomek

Oczekiwałem znacznie więcej. Czy ktoś mi powie dlaczego inwazja miała miejsce w Central City? Przecież pomnik Laurel stoi w Star City i kosmici nawet nie mieli okazji go zniszczyć… a tyle na to czekałem.

Moi koledzy jasno określili jaki wpływ na crossover miał nowy odcinek Supergirl. Ja osobiście uważam, że po prostu zmarnowałem godzinę swojego życia. I tyle w tym temacie. Jeśli chodzi o nowy odcinek Flasha to również nie przypadł mi on do gustu. Powtórzony motyw “kontroli umysłu”, nowy strój Atoma (kiedy on miał czas go zbudować??), nagłe pojawienie się Legend bez wcześniejszego wprowadzenia, koszmarne efekty specjalne, bezsensowny powrót Speedy i pominięcie dużej grupy bohaterów sprawiło, że niechętnie podchodziłem do kolejnych epizodów. Na szczęście Arrow od samego początku 5. sezonu trzyma bardzo wysoki poziom i tym razem również zaserwował nam świetny odcinek!

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś jak wyglądałoby życie Olivera, gdyby nie doszło do katastrofy jachtu? Ja nie (hehe), ale jeśli ktoś taki się znalazł, to na pewno marzył właśnie o tego typu epizodzie. Mogliśmy ponownie zobaczyć Roberta i Moire Queen, Laurel, Deathstroka, a także kilka innych postaci dla których zabrakło już miejsca w tym sezonie. Nie rozumiem tylko dlaczego to właśnie Dig został zakapturzonym mścicielem i w jaki sposób poznał Felicity. Oczywiście doskonale wiem, że tego wymagała fabuła, więc mogę na to przymknąć oko. Nie będę opisywał jak wyglądały przygody naszych bohaterów w tej alternatywnej rzeczywistości, ponieważ trochę mija się to z celem. Jeśli kogoś interesuję tego typu spojrzenie na świat Arrowa to z czystym sumieniem mogę Wam polecić ten seans.

Omówmy teraz wydarzenia, które były ściśle powiązane z wielką inwazją kosmitów. Jak zawsze ogromnym plusem jak interakcja Felicity i Cisco, która ponownie wypadła świetnie. Podobało mi się, że znaleziono czas dla pozostałych członków drużyny i mogliśmy obserwować ich reakcje podczas spotkania z Flashem lub Supergirl. Oczywiście najwięcej czasu ekranowego otrzymał Wild Dog, a Curtis i Ragman stanowili jedynie pewnego rodzaju tło. Jednak najbardziej niezrozumiałą decyzją twórców jest całkowite pominięcie Artemis. Domyślam się, że jest to związane ze zwrotem fabularnym, ale trochę nielogiczne jest wycofywanie tej postaci już teraz, ponieważ nasza bohaterka do tej pory dostawała na tyle mało czasu, że nie możemy być z nią w żaden sposób zżyci. Podobała mi się również ucieczka naszych pierwszoplanowych protagonistów ze statku obcych. Pod względem wizualnym wyglądało to naprawdę nieźle i stanowiło świetne wprowadzenie do kolejnego odcinka Legend.

Postanowiłem, że nie będę wypowiadał się na temat Legends of Tomorrow, ponieważ jestem do tego serialu uprzedzony i wierzę, że moi koledzy zrobią to lepiej i o wiele rzetelniej. Jeśli chodzi o cały crossover to jestem mocno rozczarowany. Spodziewałem się wielkiego widowiska, ciągnącego się przez 4 odcinki, które sporo namieszają w uniwersum stacji CW. Jedynym plusem jest dość mocne nawiązanie do Flashpointu, ale czy to wystarczy żeby zaspokoić wszystkich widzów?

DC’s Legends of Tomorrow 2×07

Cyborg Cyborg

Nareszcie doczekaliśmy się wielkiego crossovera. Zwiastuny, zapowiedzi, wywiady czy też zdjęcia promujące to wydarzenie, napełniały nas coraz to większą dozą ekscytacji. Fani czekali z niecierpliwością na 4-odcinkowy maraton, ale…no czekaliśmy na odcinki cztery, a mamy aż trzy. Supergirl była wstawką, aby podbić jej oglądalność. Nie oszukujmy się, ten serial nie ma wielu fanów, a CW coś musiało wymyślić, więc rzucili hasło “Crossover 4 seriali”. No i ludzie złapali przynętę. Dlatego nie ma co się rozwodzić nad tym odcinkiem, dlatego biegniemy szybko dalej jak nasz Flash. 

Ja w porównaniu do moich poprzedników nie będę dzielił tego na odcinki, bo to w końcu jeden wielki epizod, trwający aż trzy godziny. Dlatego potraktuje go jako całość.

Wszystko zaczyna się w Central City, dlaczego tam? A no tak, bo Flash jest pierwszy w ramówce. Sam odcinek Flasha był naprawdę dobry. Oczywiście jako wprowadzenie do całego konfliktu, który miał miejsce w crossoverze. Można by się czepiać tego, że cała drużyna była dosyć szybko zebrana, no ale nie ma co się dziwić, że szybko…w końcu skompletował tą drużynę sam Flash. W całość zostało wmieszane ARGUS, które wszystko wiedziało o obcych, ale po co mieli mówić szybciej. Trochę się rozczarowałem mocą i siłą Dominatorów, kolejny przeciwnik z umiejętnością kontroli umysłów. Chyba to już było? Najlepszy moment w całym tym zamieszaniu, które dostaliśmy to walka Team Supergirl vs Arrow/Flash. Może efekty mogły by być lepsze, ale co do choreografii walk, nie można mieć zastrzeżeń. No i to rozwalenie systemu przez Kid Flasha, bum bum i sam dostał wpier…nicz. Takie życie początkującego bohatera.

Teraz trochę o tym co było mega kapitalnie zrobione, a mianowicie alternatywne życie Olivera. Sam sezon trzyma wysoki poziom, może jeszcze trochę brakuje mu do sezonu 1 i 2, ale wykonawcy zrozumieli, że ta ścieżka jest lepsza, niż love story. No…ale ja nie o tym. Wracając do alternatywnej rzeczywistości, widzimy co by było gdyby Sara i Oliver nie wsiedli razem na Gambita. Ten odcinek pokazał to, za co każdy pokochał ten serial. Akcja. Nie było zbędnego gadania, tylko akcja za akcją, nie chodzi tylko o walki. Sama fabuła tego odcinka, była trochę oderwana o głównego problemu Dominatorów, ale bardzo ładnie wplątali to wszystko jako jedną z składowych całego crossa. Duży plus CW. Dodatkowy smaczek do całości dodali antagoniści. Darhk, Merlyn i Slade Wilson, trochę krótko to trwało, ale i tak czułem satysfakcje.

Czas na finał tego wielkiego epizodu. Wszystko się kończy w odcinku przeznaczonym Legendom. Sam finał z motywem Civil War, spowodował uśmiech na mojej twarzy. Walka naszych superhero z kosmitami wyglądała fajnie, Flash i Supergirl na szybkości czipowali alienów, a reszta się nawala. Nawet Vixen pokazała, że oprócz swojego ulubionego goryla, posiada też moc słonia. WOW. Rozbrojenie, a dokładniej zamienienie bomby w wodę przez Firestorma, było  bardzo fajne. Fani mogli zobaczyć jaką moc ma ta postać, więc dlaczego tak mało angażują go w walkę!? Samo pokonanie Dominatorów, było dziwne, ok aktywowali coś na nich, kosmitów to zabolało i co uciekli? Chyba, że to przez tą wodę. Ewidentnie kosmici nie lubią wody, teraz wiem dlaczego Alf nie chciał się kąpać.

Co do podsumowania, to ciężko określić czy było to epickie wydarzenie czy też nie. Dostaliśmy masę easter eggów, które były bardzo ciekawe, dawka humoru od Micka – zawsze na plus. Producenci bardzo dobrze zrobili, że nie odłączyli wszystkiego od całości. W Flashu były rzeczy nawiązujące do fabuły, Arrow to już nie ma co mówić- czapki z głów, także w odcinku Legend były problemy z tego serialu. Spójność wszystkiego, to najlepiej opisuje ten crossover.

Czy jestem pod wrażeniem, raczej nie.  Jednak oglądało się to bardzo przyjemnie i lekko. Jako całość oceniam to bardzo, bardzo dobrze. Tylko to pokonanie kosmitów takie se.

Cóż, teraz czekamy na więcej. CW idzie w coraz to lepszą stronę, widać że jak chcą to potrafią.

Piotr Batplay

Kończąc gigarecenzję, dopowiem tylko, że warto było czekać na taki jubileuszowy odcinek Arrow, w pełni świadomie wystawiłbym mu 10/10. Kulminacja oraz refleksja, po prostu bomba! Wszystko w tym epizodzie przypadło mi do gustu. Żałuję tylko, że Manu Bennett nie pojawił się w roli Deathstroke’a oraz tego, że zabrakło Ra’s al Ghula, a także bardziej zmaterializowanych: Roy’a Harpera i Tommy’ego Merlyna. Podobnie jak Romek, ja również jestem uprzedzony do LoT, toteż odcinek finałowy nieco obniżył moją ocenę ogólną…

Cóż, liczymy, że taka forma recenzji spodobała się Wam. Na temat samego crossoveru nasza redakcja opublikowała wiele równie ciekawych artykułów, więc zapraszamy do lektury 😉

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!