blank

Supergirl S02E09 „Supergirl Lives” – recenzja

Supergirl Lives jest pierwszym odcinkiem po zimowej przerwie, pierwszym po crossoverze, a także pierwszym wyreżyserowanym rzez Kevina Smitha, z którego wyjątkowym stylem reżyserskim mieliśmy okazję zapoznać się w jednym z odcinków The Flash. Spodziewałem się epizodu spokojnego, pozbawionego supermocy, obfitującego w dialogi i moralne przesłania. Tylko po części miałem rację.

Jedną z największych bolączek produkcji superbohaterskich jest permanentne powiększanie się liczby herosów. Bynajmniej nie twierdzę, że inne postacie są niemile widziane w ramię w ramię z głównym bohaterem. Mam na myśli ich szybkie wprowadzenie. Podobnie jak Laurel w Arrow po kilku treningach bokserskich dorównywała swej siostrze, szkolonej przez Ligę Zabójców, tak zaledwie trzy epizody wystarczyły Jimmy’emu Olsenowi by od podjęcia decyzji stał się kolejną ikoną National City. Idąc tym tropem właściwie każdy mieszkaniec miasta może stać się obrońcą. Czy taki cel przyświeca scenarzystom?

Niestety, muszę przyznać, że przechwaliłem wątek miłosny Alex. Już w poprzednim odcinku zaczynał nieco irytować, aż w omawianym epizodzie jestem wręcz pewien, że nic interesującego z tego nie wyniknie. Odmieniona Alex wpisuje się w cukierkowy klimat Supergirl, a przecież zapewniano nas przed premierą serialu na stacji CW, że produkcja będzie nieco mroczniejsza. Alex swym zachowaniem poczyniła duży krok wstecz. Z odpowiedzialnej, konsekwentnej kobiety zmieniła się w skaczącą w skowronkach nastolatkę. Jeśli jej wątek ma być ukłonem w kierunku homoseksualnej widowni, to właśnie strzelono sobie w stopę.

Winn Schott również nie należy do zalet omawianego odcinka. Od początku sezonu pracuje dla DEO, organizacji każdego dnia narażonej na niebezpieczeństwa, a sam Winn nierzadko wyrusza w teren. Niedługo potem podejmuje walkę na ulicach National City. Tymczasem jeden epizod wystarczył by popadł w traumę, którą leczy w bardzo banalny, przewidywalny sposób, pokonując innego napastnika.

Do innych wad zaliczyłbym m.in. śledztwo dziennikarskie. Czy policja naprawdę jest tak bezradna, że sprawę zaginięcia osób musi przejąć dziennikarka? Dlaczego Mon-El również nosi okulary? Wreszcie, rozumiem, że Kara swój strój może nosić pod oficjalnym ubiorem, lecz czy nie zastanawialiście się gdzie ona chowa te czerwone kozaczki?

Przechodząc do zalet epizodu należy docenić to co w serialu o kosmitce powinno się w końcu pojawić, podróż na inną planetę. Portal co prawda był najoczywistszą i najłatwiejszą formą kosmicznej przygody, lecz na oklaski zasługuje wizualne przedstawienie Maaldorii.  Co prawda w samej siedzibie handlarzy niewolników nie widzimy nic specjalnego (a niektóre szczegóły w tle nawet zdradzają, że zdjęcia kręcone są w studio, np. czarna kurtyna symbolizująca noc. Scenograf nie popisał się), to na zewnątrz wygląda to całkiem okazale. Już wiemy na co przekazany został budżet, który zazwyczaj zarezerwowany jest dla mocy Supergirl.  Widzów stacji CW zapewne również ucieszy fakt, że nie porzucono całkowicie wątku The Dominators, kosmitów znanych z crossoveru. Ich wątek może się jeszcze pojawić.

Reasumując, omawiany epizod mimo udanej wizualnej otoczki, kuleje fabularnie. Nawet sama Supergirl stwierdziła, że ostatnimi czasy nudzi się, gdyż jej misje są zbyt łatwe. Drodzy scenarzyści, ufam, że szykujecie w kolejnych odcinkach ciekawsze widowisko.

Piotr "Batplay" Nowak
Recenzent na portalu flarrow.pl. Odpowiedzialny za omówienie i krytykę serialowego uniwersum DC. Historyk z wykształcenia, lubi spędzać czas na planach filmowych, okazjonalnie Dj. Zainteresowany również sportem, zdrowym trybem życia; uczestnik biegów surwiwalowych.