Zdecydowanie nie jestem fanem science fiction. Star Trek, Star Wars czy inne utwory identyfikowane z fantastyką naukową zdecydowanie nie podbiły mojego nerdowskiego serca. Aż do teraz. Przeczytałem Descendera, który niesamowicie namieszał mi w głowie – zapraszam!

Pragnę podziękować sklepowi Gandalf za udostępnienie komiksu do recenzji!

Albumik kupicie tutaj >>KLIK<<

FABUŁA

Jestem człowiekiem sprzecznym. Kocham nowe technologie i naukę, ale jeśli chodzi o dzieła kultury, to nie mogę przebić się przez żadne utwory sci-fi, zdecydowanie bardziej wolę obserwować przeszłość, historię.

Nagle, kiedy przeglądałem sobie kategorie z komiksami w Gandalfie zauważyłem Descendera. Kiedyś tytuł ten obił mi się o uszy, ale nie wzbudził większego zainteresowania. Teraz, kiedy wgłębiłem się bardziej w komiksy, moją uwagę zaprzątnęły głównie nazwiska Lemire i Nguyen. Oboje twórców znanych z cudownych prac. Ten pierwszy z komiksów pokroju Moon Knighta czy Łasucha, a ten drugi z rysunków w Hearth of Hush lub Wildcats. Nie zawiodłem się, bo dostarczyli mi oni przepiękną space operę.

Akcja albumu rozpoczyna się wiele lat w przyszłości. Widzimy rozwinięte miasta, ultranowoczesne auta i po prostu typowo technologiczną stylistykę mogącą przypominać gierki Mass Effect (tutaj możecie kupić ksiażkę z ME >>KLIK<<). Doktor Quong zostaje obudzony przez generała Rady Zjednoczonej Galaktyki. Po chwili widzimy niszczycielskie roboty, które przybyły niewiadomo skąd, aby siać, oczywiście, chaos. Fabuła przenosi się do małego androida (? w sumie nie jestem w stanie określić dokładnego typu bota) o nazwie Tim-21, który, jak się później dowiadujemy, ma taki sam kod, jak gigantyczni niszczyciele.

W trakcie upływu historii zostaje nam przedstawiony skrawek świata, a własciwie wszechświata komiksu. Poznajemy Gnishan i ich politykę antyrobotową, Niryatę, centrum i całą resztę Planet Rdzenia.

Ciągle tak gadam o tych maszynach, bo to one są najważniejszą częścią uniwersum. Ludzkość w Descenderze rozwinęła się do takiego stopnia, że jest w stanie tworzyć nie tylko roboty do sterowania czy też tłumaczenia, ale także do odczuwania empatii i rozumienia emocji. I właśnie to jest głównym punktem zaczepienia. Lemire napisał utwór, który w sprytny sposób traktuje o alienacji i odrzuceniu. Trochę o próbie asymilacji i przystosowania się do życia. Twórca próbuje rozpisać nam, na swój rozum, kwestię adoptowanych dzieci, które przez wiele lat w sierocińcach są często mentalnie “starsze” od swoich rówieśników, ale jednocześnie mają problemy z oswojeniem w społeczeństwie i nowych rodzinach, których nigdy nie doświadczyli.

Alegorią tego jest Tim-21, robotyczny chłopiec, stworzony przez doktora Quona, android, którego celem jest ochrona, zabawa i wsparcie w edukacji ludzkiego dziecka.
Oczywiście nasz główny bohater zdaje się inteligentniejszy od maluchów, a do tego wykazuje typowo dziecinne tendencje i jednocześnie nie może pojąć niektórych trywialnych i infantylnych sposobów młodocianej egzystencji.

Największą wadą i jednocześnie jedną z największych zalet tego komiksu są dialogi. Problemem jest ich nierównosć. Na jednej stronie Lemire potrafi rozpisać naprawdę błyskotliwy lub zabawny komentarz, żeby na następnej szybko go zepsuć i poprowadzić pseudonaukowy bełkot między dwiema postaciami.
Właśnie, co do naukowego bełkotu, to jest on co najmniej poprawny. Zdecydowanie mogę ulec wrażeniu, że wszelakie technologie socjologiczno-techniczne występujące w uniwersum Descendera są czymś prawdziwym, a nie tylko urojonym gadaniem scenarzysty (chociaż zdażało mu się popłynąć…).

RYSUNKI 

Ngyuen jest jednym z czołowych rysowników w mojej topce artystów komiksowych. Jego pastelowe, trochę impresjonistyczne plansze powodują natychmiastowy natłok myśli i zachwytu. Dzieła pana Dustina cholernie pasują do tego całego kosmicznego klimatu. Bałem się, że space opera to nie jest odpowiednie miejsce na niewyraźne, rozmywające się lekko prace, ale spełniły swoją rolę pokazując poniekąd głębię, ogrom i niepewność kosmosu.

Nguyen również brał udział w kolorowaniu kadrów, dlatego są one dość żywe, co ani trochę nie przeszkadza w oddaniu smutnego żywota robocika – Tima. Rysownik wzrusza, powoduje zadumę, zmusza do myślenia. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to problemy z oddaniem proporcji i wyrazami twarzy, które niejednokrotnie wyglądają zabawnie i karykaturalnie.

Warto dodać, czego nie mówię raczej w recenzjach, że album ten jest niezwykle ładnie wykonany. Nie wiem co, ale coś przyciąga do niego moją uwagę. Większość książki jest matowa z połyskującymi elementami. Wszystko jest niesamowicie schludne i ozdobione piękną okładką!

PODSUMOWANIE 

Jeśli szukacie ciekawej space opery, w której głównymi bohaterami są emocjonalne i empatyczne roboty – zapraszam. Jeśli chcecie podziwiać świetne rysunki, to również zapraszam. Descender o tyle różni się od wielu popularnych dzieł sci-fi, że posiada głębie i wielowątkowość. Lemire zawarł tu, w sposób pokrętny, bardzo ważne problemy, które, niestety, rzadko są poruszane. Komiks wzruszający, ale i zmuszający do refleksji. Polecam absolutnie każdemu, nawet chyba młodszym odbiorcom, a sam czekam ze zniecierpliwieniem na drugi tomik. Aha i Tim-21 ma słodkiego robotycznego uwu pieska.

Albumik kupicie tutaj >>KLIK<<