Po fenomenalnym Niegodnym Thorze dającym nam wgląd w smutne życie pozbawionego młota Odinsona przyszedł czas na powrót do pozaziemskich przygód Jane Foster, od której Egmont pozwolił nam odpocząć dłużej, niż się spodziewałem – poprzedni komiks opowiadający o jej perypetiach na półki trafił aż osiem miesięcy temu. W poprzednim tomie Potężnej Thor Gromowładna na chwilę przerwała podróżowanie po dziesięciu światach, by skupić się na ziemskim problemie – przebogatym prezesie firmy Roxxon (i przy okazji minotaurze) Dario Aggerze. Teraz jednak, w Wojnie Asgardu z Shi’Ar Aaron z powrotem miesza Jane w konflikt na skalę międzyplanetarną i międzywymiarową – a stawka tym razem wydaje się jeszcze większa, niż można sobie wyobrazić, bo do gry wkraczają kapryśne, wszechmocne bóstwa.

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

Odrodzona Liga Światów z Thor na czele przybywa do Alfheimu by raz a dobrze wyzwolić go z oślizgłych rąk Malekitha Przeklętego. Wojna Światów zbliża się wielkimi krokami – a fakt, że znikąd w Asgardzie pojawia się Imperium Shi’Ar, które sieje w boskim królestwie zniszczenie i uprowadza Jane zdecydowanie nie pomaga w zwalczaniu mrocznych elfów. Ponownie jak w poprzednim tomie Potężnej Thor, mój największy zarzut wobec komiksu to fakt, że nie wydaje się on prowadzić naczelnego wątku sagi Aarona – walki z podbijającym świat za światem Malekithem – do przodu. Co prawda dwa pierwsze zeszyty w tym tomie skupiają się na zagrabionym przez mroczne elfy w pierwszej części przygód Thor z Marvel Now 2.0 Alfheime, jednak pozostałe pięć zeszytów zawartych w tym komiksie to już (prawie) kompletnie niezwiązana z dwoma początkowymi historia o Thor ścierającej się z bogami Shi’Ar w niecodziennych zawodach. O ile czyta się to przyjemnie, a końcówka zapowiada nadejście kolejnego wielkiego zagrożenia, z którym zmierzyć się będzie musiała Jane, to jednak chętnie zobaczyłbym położenie większego nacisku na nieubłagalnie nadciągającą Wojnę Światów.

Jason Aaron ponownie używa komiksu do skomentowania tematu wiary i bógów, jednak w przeciwieństwie do sagi o Gorrze Bogobójcy z Thora Gromowładnego, tutaj  jest on podjęty w zdecydowanie bardziej humorystyczny sposób. Z początkowo nieznanych czytelnikowi powodów naczelne bóstwa kosmicznego imperium Shi’Ar wysyłają swoich najlepszych wojowników do Asgardu, by pojmali oni Thor – pragną one zmierzyć się z Jane w bożym pojedynku raz na zawsze ustanawiającym, które z nich jest najbardziej godne czci w całym wszechświecie. Konkurencje w tym zawodach – w których sędzia jest, rzecz jasna, lokalny bożek sprawiedliwości – to między innymi sprowadzanie plag, kataklizmów, chorób i przymuszanie wiernych do składania ofiary. W komicznie przypominającym konflikt Boga z Szatanem w księdze Hioba bogowie Shi’Ar starają się udowodnić, że ich wielkość jest tak niezmierzona, że mogą katować swoich wyznawców ile dusza zapragnie, a ci nadal skierują do nich swoje modły – tymczasem niechętna do udziału w tej okrutnej olimpiadzie Thor za wszelką cenę stara się ratować mieszkańców planety tronowej Shi’Ar Chandlaru przed boskimi niesnaskami.

Powrót Aarona do fantastyczno-mistycznej natury Thora działa dla mnie zdecydowanie lepiej, niż bardziej ugruntowana opowieść z tomu drugiego – chociaż dwa pierwsze zeszyty momentami zgrzytają, zwłaszcza w dialogach brzmiących jak z słabego sitcomu sprzed dziesięciu lat, to już pompatyczne rozmówki Shi’arskich bóstw i rubaszne przekomarzanie się mieszkańców Asgardu czyta się bardzo przyjemnie. Do tego w pewnym momencie w powieści pojawia się jeden z moich ulubionych Marvelowych mutantów – niezwykle potężny, cyniczny i różowowłosy Quentin Quire, którego poznałem w serii Wolverine i X-Men również pisanej przez Jasona Aarona. Scenarzysta dobrze już zna charakter Kida Omegi i każda scena, w której bierze on udział od razu wywołuje uśmiech na ustach i pozwala zapomnieć o pewnych głupotkach co jakiś czas pojawiających się w komiksie, jak choćby Odinson materializujący się praktycznie znikąd, by pomóc w finałowej bitwie.

Oprócz standardowo ilustrującego Potężną Thor Russela Dautermana w tym tomie gościnnie pojawia się też Steve Epting, który rysował dwa pierwsze zeszytu Wojny Asgardu z Shi’Ar – jego nazwisko możecie kojarzyć z wydawanego również przez Egmont Kapitana Ameryki od Eda Brubakera. O ile styl Eptinga dobrze działa w mrocznej historii szpiegowskiej, tak moim zdaniem nie sprawdził się w fantastycznych klimatach Thora – jego postacie są dziwnie kanciaste i mało wyraziste. Dauterman tymczasem jak zwykle dostarcza przepiękne ilustracje pierwszej klasy – kolorowe, niesamowicie dynamiczne i nadające całości aż namacalnego klimatu epickości, świetnie wyrażające każdą ekspresję postaci – coś, co niestety tym razem nie wyszło Eptingowi.

Wojna Asgardu z Shi’Ar to raczej gratka dla tych, których już i tak kupiła nordycka saga Aarona – tom ten nie wybija się szczególnie ponad inne, ale i w żaden sposób nie odrzuca. Chociaż całościowo to raczej ten rozdział w Aaronowskiej opowieści o Thorze, o którym łatwo jest zapomnieć, to nadal potrafi on dostarczyć kupę frajdy i zachwycić cudownymi rysunkami.