Po prawie trzech latach w końcu dotarliśmy do ostatniego tomu przygód Flasha z serii „Odrodzenie”, która przeciągnęła się o całe sześć tomów w stosunku do oryginalnych wydań, co uważam za bardzo rozsądny ruch, gdyż nadchodzący „Rok Pierwszy” stanowi świetny punkt do „wyzerowania” licznika.

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!„Mistrzowska Sztuczka” pod żadnym pozorem nie jest dziełem zwieńczającym cokolwiek, a po prostu kolejną, zwyczajną historią ze Szkarłatnym Speedsterem w roli głównej. Barry w ostatnim czasie nie mógł narzekać na brak rozrywki, gdyż poza kilkoma znajomymi i niezbyt przyjemnymi twarzami, zajął się jeszcze badaniem nowo odkrytych mocy, za których uwolnieniem z resztą jest częściowo odpowiedzialny.

Tym razem jego odpoczynek zakłóci nie nikt inny jak jeden z Łotrów. Mowa o Tricksterze i to na dodatek tym oryginalnym, który zdecydował, że warto o sobie przypomnieć światu i wypuszcza w miasto toksynę czyniącą wszystkich… szczęśliwymi? Oczywiście stanowi to tylko część szalonego planu błazna, który najwidoczniej stara się udowodnić, iż wcale nie jest gorszy od jego kolegów po fachu, a w szczególności Joker czy Riddler.

Poza głównym wątkiem, na panelach komiksu nie zabraknie speedsterów i ich problemów, które naturalnie komponują się z całokształtem. To bardzo lekka i przyjemna lektura, idealna wręcz, aby nieco rozluźnić nasze mózgownice przed nadchodzącym i wyżej wspomnianym „Rokiem Pierwszym”.

Jak to na naszych sprinterów przystało – Tempo jest tutaj niezwykle szybkie, kadry dosłownie same siebie przeskakują, a my w błyskawicznym tempie przerzucamy coraz to kolejne kartki i w mgnieniu oka docieramy do ostatniej strony.

Williamson przez te kilkanaście tomów wykreował spójny i harmonijny świat, więc czytelnikom nie powinno sprawić problemu odnalezienie się w tym wszechobecnym chaosie, który towarzyszy Allenowi.

Od strefy wizualnej jak zwykle jest po prostu w porządku. Rysunki w tej serii nigdy nie były arcydziełem, ale zazwyczaj perfekcyjnie oddawały klimat komiksu. Mocna, choć celowo niechlujna kreska podkreślały dynamikę, a iście przesaturyzowane barwy odpowiadają nieustającemu optymizmowi Barry’ego Allena. Nie są to kadry wypełnione szczegółami, co w tym przypadku niezwykle ułatwia lekturę.

Oczywiście, jeżeli nie zaznajomiliście się z poprzednimi dziesięcioma tomami, to po „Mistrzowską Sztuczkę” nawet nie macie po co sięgać, a jeżeli jesteście „stałymi bywalcami”, to zdecydowanie możecie sięgnąć i po ten komiks. Można to przyrównać do takiego typowego odcinka jakiejś animacji, gdzie główny bohater walczy z tym jednym złym, a werdykt tej walki każdy wie, jaki jest. Ot prosta, przyjemna historia.