Finał Marvel’s Agents of SHIELD był świetnym zakończeniem serii, odpowiadającym na nurtujące pytania i umożliwiającym powrót każdego członka zespołu.  Fani obawiali się jednak czy dwugodzinny finał wystarczy, aby odpowiedzieć na wszystkie pytania. Całe szczęście niesłusznie.

Sezon siódmy to koniec drogi dla Coulsona i jego zespołu, ale można śmiało powiedzieć, że główne postacie dostały swój „happy end”. W mniejszym lub większym stopniu, a w ostatnich minutach mogliśmy zobaczyć dokładnie gdzie znaleźli się agenci rok po ich ostatniej misji. Mack pozostał dyrektorem SHIELD i zasadniczo stał się nowym Nickiem Fury, nie zabrakło nawet slunnego płaszcza Fury’ego. Yo-Yo nadal działała w terenie, a Daisy razem z Sousą i siostrą Korą została galaktyczną ambasadorką SHIELD (może to sugerować, że pewnego dnia odegra kluczową rolę w tworzeniu SWORD). Melinda May zajęła stanowisko jako szef nowej Akademii SHIELD nazwanej „Coulson Academy”, a o samym Coulsonie wiemy jedynie, że podróżuje w ulepszonej przez Macka Loli. W tym przypadku fani są lekko rozczarowani, bo liczyli, że wydarzy się coś pomiędzy Philindą. Całe szczęście Fitzsimmons dostali wszystko o czym marzyli. Przeszli na emeryturę i wiodą spokojne życie ze swoją córeczką.

Bardzo wszystkich ucieszyło rozwiązanie zagadki podróży w czasie, bo kiedy Fitz wytłumaczył jakie są ich zasady pokryły się z tymi znanymi nam już z Endgame. Dzięki temu Agents of SHIELD mają teraz spójną wersje z Marvel Cinematic Universe co daje nadzieję fanom, że jeszcze kiedyś zobaczą swoich ulubionych bohaterów na dużym ekranie.