PODZIEL SIĘ

Uwielbiacie Legion Samobójców, prawda? Wszyscy kochają, a świadczą o tym te wszystkie pozytywne recenzje i opinie, które idzie wyczytać w internecie! Dawno nie było tak kompletnego, niepogmatwanego filmu, wykorzystującego swój pełen potencjał!

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

Za marzenia przecież nie karzą! Prawda? Jednak o rozszerzonej wyżej wymienionego filmu możemy  tylko pomarzyć. Całe szczęście, że na świecie istnieją komiksy. Czemu? Bo na tej płaszczyźnie, Suicide Squad sprawuje się bardzo dobrze. Zapraszam do recenzji 4 tomu!

Kliknij >TUTAJ< i kup komiks w sklepie internetowym Egmont.pl

Cała historia kręci się wokół jednego z najpotężniejszych przeciwników Supermana, samego Generała Zoda. Pierwsze dwa numery przedstawiają nam próbę kradzieży kryptonitu z twierdzy Lexa Luthora. Co mogło pójść nie tak, wysyłając na taką misję bandę pokrak i nieudaczników?

Po co w ogóle Amandzie Waller kryptonit? Bardzo proste, aby spełnić jej kolejny chory plan, czyli…włączyć Zoda do legionu, montując kryptonitową bombę w jego głowie. Szalone? Tak. Czy wyszło? Nie do końca.

Fabularnie jest bardzo ok, bez zbędnych ekscesów, całość (no prawie…) jest bardzo przemyślana, poszczególni bohaterowie otrzymują wystarczająco dużo czasu ‘na antenie’, więc nie powinniście odczuć braku któregoś z “bohaterów”. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu humor, którego w całej powieści nie brakuje, w szczególności chodzi mi o pannę Moone, znaną również jako Enchantress. Spokojnie, w komiksie jest dużo ciekawszą postacią, niż to, co otrzymaliśmy w filmie. Dodam także, że pairing Killer Croc i June jest jednym z moich ulubionych! A jakie urocz panele czekają na was pod koniec tomu!

Trzeba również przyznać, że akcji tu nie brakuje, mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że ¾ tomu to walka. Czy to coś złego? Wręcz przeciwnie. Doskonale to pasuje do tonu całego Suicide Squad.

Największym minusem jest dla mnie…zakończenie. Jest strasznie niesatysfakcjonujące, mimo niemałego plot-twistu, jednakże jestem przekonany, że większość czytelników odbierze to w ten sam sposób, co ja. Nie chciałbym po prostu zdradzać konkretnych szczegółów, a tymi byłyby nawet aliasy pewnych postaci.

Jak ‘Ziemianie w ogniu’ sprawdzają się pod względem graficznym? Również bardzo w porządku. Nie jest to oczywiście najpiękniejsza seria z Rebirth, ale do brzydkiej również jej daleko. Rysunki Tony’ego S. Daniela naprawdę dają radę, a gościnnie występują jeszcze Neil Edwards i Stjepan Sejic, również utalentowani ilustratorzy, jednakże styl tego drugiego zdecydowanie bardziej pasuje do Aquamana. Niemniej, całość jest bardzo przyjemna dla oka, panele są pełne żywych kolorów, co świetnie sprawdza się w tak ‘szalonej’ serii, którą jest Suicide Squad.

Kliknij >TUTAJ< i kup komiks w sklepie internetowym Egmont.pl

Podsumowując. Czwarty tom przygód Legionu samobójców to krótka (zaledwie 108 stron!) jednak bardzo przyjemna lektura, skierowana dosłownie do każdego. (no może poza młodszym gronem odbiorców…) Dobrze napisane postaci, nieprzynudzająca historia, oprawiona w ładną oprawę graficzną oraz mnóstwo akcji i humoru. Jeżeli widzieliście potencjał w filmowym Suicide Squad, to na pewno sięgnijcie po poszczególne tomu komiksu, to właśnie wy będziecie bawić się najlepiej. Jest to także bardzo dobra pozycja dla ludzi szukających po prostu czegoś lekkiego.

Tytuł oryginalny: Suicide Squad Vol. 4: Earthlings on fire
Scenariusz: Rob Williams
Rysunki: Tony S. Daniel, Neil Edwards, Sandu Florea, Stjepan Šejić
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 108