PODZIEL SIĘ

Każdy ma swój gust do seriali i nie wszystkim musi się podobać ten jeden. Lecz jeśli jesteś ciekaw mojej opinii odnośnie do czwartego sezonu „Lucyfera”, to zapraszam do artykułu.

Czwarty sezon Lucyfera pojawił się ponad miesiąc temu na platformie Netflix. Wielu fanów oczekiwało spektakularnego powrotu z wreszcie porządnym sezonem.

Lucyfer nie miał zawieszonej poprzeczki dosyć wysoko po nędznym trzecim sezonie. Szczerze mówiąc, to już momentami lepszy był The Flash od CW. Na szczęście Netflix wiedział, czego chcą fani i im to dał.

Choć pomimo tego, iż twórcy na Netflixie mogli sobie pozwolić na więcej, tak serial nadal pozostaje w kategorii wiekowej 13+, co jest nawet ciekawie pokazane w momencie, kiedy to Lucyfer chciał przekląć. Na temat pójścia po więcej najbardziej zapewne ucieszyły się dziewczyny, które to mogły się pomasturbować do dupki Ellisa.

Ale zaczynając już poważnie, można spokojnie przyznać, iż czwarty sezon jest nie tylko lepszy od trzeciego, ale także od pierwszego i drugiego. Sezon spisał się wręcz idealnie jako zwieńczenie wszelkich swoich poprzedników.

Wątek wybaczenia samemu sobie u Lucyfera został rozwiązany wręcz perfekcyjnie, pięknie wplątując w to wątek poznania prawdy o nim ze strony Chloe. Wbrew pierwszym pozorom głównym wątkiem sezonu nie była akceptacja ze strony Chloe, lecz samego Lucyfera. Scenarzyści dali nam rozwiązanie na odwieczne pytanie, które brzmiało: „Co tak naprawdę dręczy Lucyfera Morningstara”…

Wątki te były zaś pięknie poprowadzone ponownie dzięki genialnemu soundtrackowi. Zdaje się każda piosenka, która została tam umieszczona, została stworzona tylko po to, by się tam pojawić… Zaczynając od tekstu pierwszej piosenki śpiewanej przez Toma, kończąc na wspaniałym „My love will never die”.

Kolejnym plusem sezonu są nowe postacie: Ewa oraz ojciec Kinley. Oboje aktorów dało z siebie wszystko, by pchnąć w postacie życie. Postać Ewy może na początku zauroczyć przeważaną część widzów, ale niestety z odcinka na odcinek było z nią coraz gorzej. Postać stawała się dosyć mocno irytująca oraz wkurzająca… Szczególnie jej wyczyny, które spowodowały to, co wydarzyło się w finale. Postać Ojca Kinleya była zaś tajemnicza, co dawało ciekawy zarys dalszej fabuły. O nim co odcinek mogliśmy się dowiadywać coraz to bardziej ciekawych rzeczy i jak się okazało, był on dosłownie zdolny do wszystkiego, by tylko powstrzymać Lucyfera.

Warto także powiedzieć, iż na kolejny plus wychodzą efekty specjalne. Diabelskie oblicze Lucyfera wreszcie wygląda dobrze, a producenci nie boją się go pokazywać w dłuższych ujęciach, co wychodzi całościowo bardzo dobrze. Samego Lucyfera ze swoim diabelskim obliczem oraz czerwonymi oczami jest więcej niż łącznie przez poprzednie 3 sezony. Niestety, ale sezon ma także pewne minusy. Jednym z nich ironicznie są zagadki kryminalne. Momentami są one tak niepotrzebne i zwyczajnie przeszkadzają. A już w szczególności w 9 odcinku… Wkurzająca także była postać Dana, momentami jego sytuacja wyglądała, jakby scenarzyści też nie mieli pojęcia, co z nim do cholery zrobić, więc po prostu w ostatnich odcinkach najzwyczajniej zapomnieli.

Podsumowując, serial nie zmienił się tak mocno, jak to niektórzy oczekiwali. W czwartym sezonie mamy więcej dramaturgii i więcej scen z prawdziwym diabłem. Zdecydowanie można stwierdzić, iż czwarty sezon naprawił opinię o serialu po tragicznym trzecim sezonie.

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!