PODZIEL SIĘ

„Gdzie się podziała Carmen Sandiego?” Okazuje się, że ta ubrana w charakterystyczny czerwony płaszcz i kapelusz złodziejka zniknęła na dwie dekady. Na początku tego roku Netflix zaprezentował nam odświeżoną wersję przygód Czarnej Owcy. Jednakże „Kim, do licha, jest Carmen Sandiego?”. Na to pytanie powinna odpowiedzieć wam książka autorstwa Rebecci Tinker.

Dystrybucją w Polsce zajęło się Wydawnictwo Insignis i to właśnie im dziękujemy za dostarczenie nam egzemplarza do recenzji.

Dla niewtajemniczonych – Carmen Sandiego po raz pierwszy zadebiutowała w grze komputerowej z 1985 roku, a w ’94 otrzymała własny serial animowany. Nieco starsi widzowie powinni go kojarzyć, gdyż był u nas emitowany na Polsacie. 18 stycznia 2019 r., za pośrednictwem Netflixa, ta zręczna złodziejka otrzymała szansę, aby zabłysnąć na nowo. Niestety w Polsce przeszło to bez większego echa, co jednak mam nadzieję, zmieni się właśnie dzięki książkowej adaptacji.

Pierwsze dni Czarnej Owcy

Jeżeli jednak jesteście już po seansie i obawiacie się, iż otrzymacie dokładnie to samo, to z przyjemnością rozwieję wasze wątpliwości. Choć faktycznie wszystkie sceny, które znajdują się w pisanej powieści, miały także swoje miejsce w serialu, to jednak pozycja ta jest jej bardzo dokładnym uzupełnieniem. Brakowało wam w animacji nieco bardziej rozbudowanej genezy postaci Carmen? Oto i ona.

Całość rozpoczyna się zupełnie jak w Netflixowej wersji, jednak prawdziwa zabawa rozpoczyna się wraz z początkiem retrospekcji. Tym razem szczegółowo opisano wczesne życie Czarnej Owcy – od momentu, gdy tylko pojawiła się na wyspie, poprzez jej wstąpienie do akademii, aż po jej „pierwszą misję”.

Dużo większą uwagę skupiono na relacjach Carmen z jej przyjaciółmi i wrogami, przedstawiono cały etap jej edukacji w VILE, łącznie z przebiegiem egzaminów, które w serialu zostały po prostu pominięte. Dużo więcej sensu mają teraz także jej relacje z Graczem czy Szarym. Wiemy też już, skąd wzięły się te niesamowite umiejętności głównej bohaterki. Nie szczędzono tu na tego typu szczegółach, których niestety bardzo brakowało mi w serialu.

Piękna dama, ubrana w piękny płaszcz

Pióro autorki jest bardzo lekkie, a to niesamowity plus. Nie jest to w żaden sposób wymagająca lektura. Młodsze grono nie powinno mieć żadnego problemu z jej odbiorem, a dla starszych stanowić będzie swojego rodzaju odmóżdżacz. Lektura tej powieści to sama przyjemność, a staranne opisy tylko bardziej pobudzają naszą wyobraźnię, przez co idzie się poczuć, jakby samemu się było tam na miejscu.

Na pochwałę zasługuje także samo wydanie książki. Stylistycznie jest wzorowana na przygodach tego współczesnego Robin Hooda, czerwieni tu pełno, a kerning i tracking tekstu rozwiązany jest rewelacyjnie. Powieść czyta się przez to bardzo przyjemnie, gdyż wzrok praktycznie w ogóle nie powinien się męczyć. To spora zaleta, szczególnie że ostatnio wydawcy zdają się o tym zapominać.

To kim, do licha, jest Carmen Sandiego?

To właśnie dzięki tej pozycji dowiedziałem się może nie tyle kim jest Carmen Sandiego, a o tym, iż Netflix postanowił odświeżyć tę animację. Ostatnio coraz częściej praktykuje się przekładanie różnych dzieł na inne formy i jak najbardziej jestem tego zwolennikiem. Właśnie dzięki temu niektóre dzieła mają okazję otrzymać uwagę, na którą zasługują i to samo tyczy się właśnie tej książki.

Czytając dzieło Rebecci Tinker relaksowałem swój mózg. Jest to niezwykle lekko napisana powieść na jeden, dwa wieczory, która powinna pozostawić na waszych ustach uśmiech, a jednocześnie zachęcić do sprawdzenia animacji na platformie streamingowej sygnowanej czerwoną literą N.

Dlatego zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. Nie zawiedziecie się, a być może rozchmurzycie się w któryś z tych depresyjnych, jesiennych wieczorów…

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!