PODZIEL SIĘ

W czercowej ofercie Egmontu pojawił się „Mroczny Książe z bajki”, całkowicie indywidualna historia poświęcona Batmanowi. Czy słynny europejski rysownik Enrico Marini podołał zadaniu stworzenia wciągającej opowieści o Największym detektywie na świecie? Sami wyciągnijcie to z poniższej recenzji!

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

Powieść Mariniego na pewno nie jest niczym odkrywczym czy niekonwencjonalnym, co zdecydowanie nie jest wadą. Enrico opowiada prostą, ale wciągającą historię, skupiając się nieco na tej „ludzkiej” stronie herosa. Nie spodziewajcie się żadnych nawiązań do obecnego kontinuum multiwersum DC, niepotrzebna wam żadna wiedza dotycząca obecnych wydarzeń w serii, bo całość stanowi zupełnie osobną historię, także jak chcecie zagłębić się w lekturę o Mrocznym Rycerzu, nie przeszukując przy tym google’a, by wszystko ogarnąć, to jest właśnie tytuł dla was.

Do rezydencji Wayne’ów zawitali niespodziewani goście – kobieta z dzieckiem, próbując wrobić Bruce’a w ojcostwo, gdyż podobno dziewięć lat temu mieli romans w jednym z barów, do którego wstąpił nasz bohater, aby najzwyczajniej w świecie odciąć się od problemów.

Nie trudno się domyślić, że miliarder odprawił ją z kwitkiem, jednak nie skończyło się to dla niego dobrze, gdyż sprawa została rozdmuchana przez media. Fatalna sytuacja, prawda? Na niedomiar złego, do akcji wkracza arch-nemesis Gacka, Joker, który próbuje wyłudzić od naszego Panicza naszyjnik, by zrekompensować się za nieudany prezent dla Harley.

Aby tego dokonać, porywa on rzekomą córkę Batmana, któremu za bardzo się to nie spodobało. Okazuje się, że mała jest wielką fanką Człowieka Nietoperza i wierzy, że tenże „Mroczny Książe z bajki” przybędzie jej na ratunek, ale według Błazeńskiego księcia zbrodni „Szczęśliwe zakończenia trafiają się tylko w bajkach. A my nie jesteśmy w bajce!”

Nie brzmi zbytnio skomplikowanie, prawda? Oczywiście to nie jest tak, że nasz bohater z łatwością odgaduje lokalizację Jokera i odbija dziewczynkę, oj nie. Marini stara się odpowiednio podejść do postaci, które już są z nami od ośmiu dekad i wychodzi mu to bardzo dobrze. Autor rozumie, o co chodzi w świecie Batmana i świetnie przedstawia relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami. W komiksie przejawia się kilka znanych nam twarzy, jak nieustraszony Alfred, który za nic ma sobie zagrożenie, którym jest… wściekła Selina Kyle aka Catwoman!

Kobieta Kot wścieka się na Bruce’a, bo ten coś przed nią ukrywa, w międzyczasie próbując zwinąć ten sam naszyjnik, który potrzebny jest Mrocznemu Rycerzowi do uratowania jego córki. Swoje pięć minut ma także Komisarz Gordon, który jak się okazuje, zamienił papierosy na vaping! Nie umyka to uwadze Wayne’owi, który rzuca stosownym komentarzem. Humoru tu nie brakuje, sytuacyjne gagi bardzo dobrze wpasowują się w konkretne sytuacje, także wszystko zachodzi tu naturalnie.

Nie brakuje też akcji, wszak Gacek jest wściekły i okłada brutalnie wszystkich przestępców, którzy mogą mieć jakiekolwiek pojęcie na temat lokalizacji kryjówki Jokera. Sporo uwagi poświęcane jest także tej niezwykłej relacji pomiędzy nim, a Harley Quinn. Chora jest to parka, bez dwóch zdań. Enrico świetnie przedstawia tę dwójkę – w jednej chwili potrafią być zabawni, rzucać żartami, aby nagle siać strach i przerażenie.

Na szczególną uwagę zasługuje tu oprawa graficzna, styl europejskiego artysty jest niesamowity, większość z kadrów w komiksie malowana jest akwarelami, co nie dość, że wygląda pięknie, to zdecydowanie pasuje do klimatu całej powieści. Całość z resztą jest narysowana tak, jakby w panelach widniały pomalowane kadry z filmów, powodując, że całość wciąga jeszcze bardziej i jak już ktoś zacznie lekturę, to raczej odłoży ją dopiero po przeczytaniu całości. Jest bogato w szczegóły, design postaci jest więcej niż zadowalający. Panom na pewno przypadnie do gustu panna Kyle 🙂

Podsumowując, całość to klasyczna opowieść o Mrocznym Rycerzu, bez zbędnego eksperymentowania, jak to robili Snyder, czy King, co wyszło Enricowi na dobre. Intryga, choć nieskomplikowana, wciąga, chociaż mogło się pojawić nieco więcej elementów detektywistycznych. Marini udowodnił, że doskonale rozumie bohaterów i relacje między nimi, a całość jest przepięknie oprawiona jego malunkami. Jest to tytuł godny polecenia każdemu, gdyż nie trzeba być fanem Batmana, aby się w niego wciągnąć.

A sama końcówka na pewno wprowadzi was w ogłupienie – czyżby Joker miał rację?