PODZIEL SIĘ

Green Arrow walczy z Dziewiątym Kręgiem by ocalić Seattle, odzyskać Queen Industries, a zarazem oczyścić swoje imię, zarówno imię mściciela, jak i osoby, którą reprezentuje na co dzień. Czy Oliver Queen podoła wyzwaniu?

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl

“Powstanie Star City” przedstawia zdecydowanie bardziej intrygującą genezę nazwy tego miasta, niż można było to zobaczyć w serialu “Arrow”. Oczywiście, zapewne wiadome wam jest, że w wielu rzeczach serial wymija się ze swoim pierwowzorem, także odniesienie do aktorskiego wydania jest niemalże nieuniknione, bo przecież to takie wygodne i obrazowe.

Choć nie będę zdradzał wam jak to się stało, w końcu po ten komiks naprawdę warto sięgnąć! 

Dlaczego? Na początku weźmy pod ostrzał bohaterów, których dane nam jest ujrzeć w komiksie. Wraca Roy Harper znany również jako Arsenal, czyli ‘Robin’ Olivera! Mamy Black Canary, która jest… No cóż, po prostu Black Canary, powrót tej postaci zdecydowanie pozytywnie wpłynął na komiks. Gdyby tylko w serialu odwzorowano jej strój jeden do jednego, to pewnie nie tylko fani klimatów superhero by wzięli się za oglądanie. Wiecie o czym mówię 😉 Oczywiście jest też sam Oliver Queen,  bogacz, chociaż obecnie już tak jakby nie do końca, a także superbohater z dowódczymi zapędami. Warto również wspomnieć, że prawdopodobnie (na co wskazuje najnowszy odcinek “Arrow”) fałszywym Green Arrow jest Emiko Queen, to też komiks staje się świetnym sposobem przybliżenia sobie nowej bohaterki.

Jednak o czym tak właściwie jest czwarty tom? Poznajemy początki Roya Harpera jako Arsenala, jak i jego życie przed poznaniem Olivera, a cała historia nie jest wrzucona od tak, co by zapchać tom. Ma to znaczenie w późniejszej części opowieści, pozwala czytelnikowi lepiej zrozumieć relację, czasem napiętą, między oboma bohaterami. No i oczywiście, zdecydowanie różni się to od tego co mogliśmy ujrzeć w serialu i pseudonim “Arsenal” nabiera znacznie więcej sensu. 

Dodatkowo pojawia się też grupa złoczyńców wezwana przez Dziewiąty Krąg, aby pozbyć się Green Arrowa raz na zawsze. Czwórka, tak właściwie składająca się z trzech osób o jakimkolwiek bojowym potencjale, a czwartym koniem (czy też jeźdźcem) jest Broderick, czyli prezes Queen Industries, niegdyś przyjaciel Olivera. Kim więc jest pozostała trójka? Daniel Brickwell, który w the CW się pojawił. Tak! Jest to Brick, którego dużo było w scenach więziennych, i nie. Danny w komiksach nie jest takim zwykłym kryminalistą. Druga postać również pojawiła się w serialu, a był to Edward Fyers, który pojawiał się we flashbackach w pierwszym sezonie serialu, jako jeden z jednostki najemników znajdującej się na Lian Yu. Więc kto jest ostatni? Cheshire, płatny zabójca (a właściwie zabójczyni) wykorzystująca w walce złote pazury, nierzadko nasączone trucizną. Nawet śmiałbym powiedzieć, że dla zobaczenia ich walki z Green Arrow jest warto sięgnąć po ten komiks. 

Obecna jest też spora ilość mistycyzmu, który świetnie wpasowany był w wydarzenia tej serii, od tomu pierwszego po tom czwarty wskazująca wielkość rodziny Queenów jak i znaczenia Seattle. Doskonale pasujące do “Star City” i złoczyńców zwanych Dziewiątym Kręgiem. 

Nie brakuje też zwrotów akcji czy po prostu zaskakujących scen, które sprawiają, że aż chce się wrzucić mem z futuramy i podpisem “Take my money” byle tylko dostać następny tom szybciej niż ustawa przewiduje. 

Za scenariusz odpowiedzialny jest Benjamin Percy, który również maczał palce w “Nastoletnich Tytanach” i zrobił świetną robotę. Co prawda są momenty, gdzie można się przyczepić do pewnych rzeczy, które miały miejsce na kartach komiksu, ale… Kto wie co się zadzieje w następnych tomach i czy nie wyjaśni to tego, czego teraz mógłbym się przyczepić? Tak, piszę o Tobie Henry. 

Rysunki natomiast są robotą aż czterech autorów. Juana Ferreyry, Eleonory Carlini, Mirka Andolfo i Otto Schmidta. Jak w poprzedniej recenzji pisałem, że zmiana rysownika jest praktycznie niezauważalna, tak tutaj nie trzeba się szczególnie przyglądać by zobaczyć różnice. Poziom rysunków może wydawać się nierówny, ale nawet te “gorsze” kadry są po prostu… ładne. Przed jakimkolwiek napoczęciem tej serii doszły mnie słuchy, że to najpiękniejsza seria Odrodzenia i, nawet bez zapoznania się z większością Rebirtha, mogę się z tym zgodzić. Niektóre rysunki, zwłaszcza te przedstawiające samego Olivera lub w towarzystwie Black Canary są naprawdę piękne, aż chciałoby się wrzucić to na tapetę komputera by udawało czyjś piękny fanart. Nie wiem niestety kto jest autorem ilustracji na okładce, ale Dinah na niej jest po prostu przepiękna. 

Sam natomiast z czystym sumieniem mogę polecić zarówno fanom Green Arrow, jak i fanom Black Canary czy dobrego rysunku. Są nawet rozgrywki polityczne i medialne, romans jest oczywistością. Ot, każdy znajdzie coś dla siebie. No i wielbiciele cięższego klimatu, bez chwili wytchnienia dla głównych bohaterów… Zapraszam!