PODZIEL SIĘ

Amerykański najemnik przywrócony do życia przez egipskiego bożka Konshu, tym samym stając się jego inkarnacją, która staje w obronie nocnych podróżnych, wykorzystując boskie wsparcie, jak i technologiczne gadżety, no bo co to za heros bez gadżetów? 

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

Można powiedzieć, że “W noc” skupia się na podróży Moon Knighta. Podróży w głąb swoich przekonań, pewnego rodzaju kodeksu moralnego, jakim względnie powinien kierować się bohater. Jednak to nie te wędrówki są najważniejsze dla samej historii przedstawionej w tym tomie, mającą największe znaczenie jest podróż w kierunku wiary, ku bóstwu, którego jest się czempionem. Co jest słuszne? Co jest prawdziwe? 

Oczywiście, nie jest to coś na wzór kina drogi. Podróż jest bardziej wewnętrzna, napędzana przez konflikt między moralnością głównego bohatera a księżycowym bóstwem, który to tchnął ponowne życie w swojego czempiona. Komu należy pomagać? Jaki naprawdę jest Konshu? Czy bez niego Moon Knight dalej mógłby być bohaterem? 

Na te pytania odpowie “W noc”. Acz odpowiedzi nie będą kompletne, by uzyskać pełne hasło do tej krzyżówki będzie wymagana też chwila zastanowienia ze strony czytelnika nad pytaniem “Kim do cholery jest Konshu i czego tak naprawdę chce?!”. 

Za scenariusz odpowiada Cullen Bunn i zdecydowanie zadbał o to, by chętni mogli zacząć swoją przygodę z “Batmanem Marvela” nawet od trzeciego tomu. Dlaczego? Otóż każdy zeszyt, który się składa na “W noc”, wydaje się być zbiorem pięciu, nieszczególnie powiązanych ze sobą historii. Nie mają wspólnego początku, a ich koniec nie jest jakkolwiek płynnym przejściem do dalszych wydarzeń. Posiadają one jednak pewien element wiążący, chociażby jedno zdanie każące zastanowić się nad istotą Konshu i nad jego potrzebami. Jednak by wszystko było łatwiejsze w zrozumieniu i bardziej przyswajalne, lepiej zapoznać się z poprzednimi tomami. Historie wciągają i bez problemu można wręcz wciągnąć to bez zerknięcia na wykładowcę prowadzącego zajęcia (oczywiście odradzam czytanie na wykładach), a ich wadą jedynie jest to, że… chciałoby się więcej. Egmont zdecydowanie kupił mnie tym Moon Knightem. 

Ilustracje natomiast to robota Rona Ackinsa i Germána Peralty, którzy stosunkowo równomiernie podzielili się zeszytami. Szczerze, gdyby nie informacja o tym, że ilustratorów jest dwóch, to sam bym na to nie wpadł. Rysunki są bardzo do siebie zbliżone, a po większym skupieniu szczególniejsza różnica jest na odcieniu krwi, a i to zależy od tego, na jaki kadr miałbym spojrzeć. Widać dobry, stabilny poziom, który nie notuje żadnych wahań ze względu na zmianę ilustratora, co jest, że tak to powiem, “plusem dodatnim”. Nadmienię także, że wspaniale ze sobą współgra kolorystyka komiksu. Moon Knight, jako postać, niemalże zawsze zestawiony jest w kontraście z ciemniejszymi barwami, co wspaniale współgra z chęcią bohatera do bycia zauważonym. 

Jak oceniam? Cóż… raczej, jeżeli ktoś czytał wszystko, co zawarte wyżej i dotarł do tego punktu, sam będzie wiedział, jaką ocenę mogę dać, to też tylko dam komentarz słowny. Wciągające historie, pełne akcji, a gdzie jest kilka stron jej pozbawionych, tam też Bunn potrafi zadbać o czytelnika. Wypełniony przemocą, scenami walk, a w tym wszystkim znalazło się też miejsce na humor, bardzo przyjemnie wpasowany w całość. By nie było zbyt kolorowo, do czegoś się przyczepię. Ale no ja &#$% cenzura na wulgaryzm w tomie tak przyjemnie dla oczu brutalnym?  

Tytuł: Moon Knight, Tom 3 – W noc
Scenariusz: Cullen Bunn
Ilustracje: Ron Ackins, Germán Peralta
Przekład: Kamil Śmiałkowski
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 108
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł