blank

Jak zadowolić pączusia? Poradnik Harley Quinn! Recenzja „Batman – Szalona miłość i inne opowieści”

Minęły prawie trzy dekady, od kiedy po raz pierwszy raz pojawiła się obecnie jedna z najpopularniejszych postaci świata DCHarley Quinn! Dalej istnieje sporo ludzi, którzy nie wiedzą, iż debiut swój nie zaliczyła ona w komiksie, a klasycznej animacji o Batmanie z 1992 roku! Osoby odpowiedzialne za scenariusz i rysunki w tej produkcji postanowiły w 1993 roku stworzyć swój własny komiks, który wygląda, jakby był żywcem wyjęty z ekranu i stał się jedną z najbardziej klasycznych historii o Mrocznym Rycerzu.

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

blank

„Batman: The Animated Series” to niezaprzeczalny klasyk, który uznawany jest nie tylko za jedną z najlepszych animacji o Mrocznym Rycerzu, ale też jednym z najlepiej zrealizowanych seriali animowanych w ogóle. Harley Quinn pojawiła się dokładnie w odcinku „Przysługa Jokera” i zapewne sami twórcy nie przewidzieli tego, jak szybko ich postać stanie się jedną z nieodłącznych części komiksowego uniwersum DC.

Fani TAS od razu zauważą charakterystyczny styl Timma, który sprawia wrażenie, iż mamy do czynienia z komiksem dla odbiorcy w każdym wieku, jednak jak nieco przestudiujemy treść, to wiadomo już, że jak byśmy takowe dzieło przedstawili teraz dzieciakom w pierwszych klasach, to zapewne nie skończyłoby się to dla nas zbyt dobrze.  Przykładem jest na przykład poniższa scena…

blank

„Szalona Miłość” to nic innego jak geneza postaci Harley Quinn. Przedstawiona tu zostaje jej cała historia, od rozpoczęcia pracy jako psychiatra w Arkham, przez pierwszą sesję terapeutyczną z Jokerem, po jej ślepe zakochanie się w Błazeńskim księciu zbrodni. Poza tym jest to także krótka historyjka o tym, jak Quinzel chce zaimponować swojemu pączusiowi i o mało nie zabija Batmana w pojedynkę, co z resztą nie do końca się klaunowi spodobało…

Jest to strasznie prosto skonstruowana powieść, która nie wymaga od czytelnika jakiegokolwiek myślenia, co w tym przypadku stanowi wielki plus. Nie brak tu gagów, przy których nie tylko się uśmiechniemy, ale i czasem mocno zaśmiejemy. Akcja dzieje się szybko, także kartki wertowane są  w trybie ekspresowym, a rysunki Bruce’a Timma tylko pogłębiają efekt dynamiki, sprawiając, że czytelnik może poczuć się jakby oglądał serial. Najwidoczniej niektórym i to nie wystarczyło, gdyż w 2008 zadebiutował specjalny odcinek ekranizujący właśnie ten tytuł.

blank

Poza tym otrzymaliśmy jeszcze kilka krótszych historyjek, przedstawiających kilku znanych nam bohaterów ze świata Batmana, jednak zdecydowanie nie są one tak ciekawe, jak sama „Szalona Miłość”. Bardzo miłym dodatkiem jest komentarz twórców, którzy m.in. opowiadają, jak pewne elementy musiały zostać ocenzurowane w animacji.

Całość to niemała gratka nie tylko dla fanów „The Animated Series”, ale i każdego, kto jakkolwiek interesuje się postacią Mrocznego Rycerza i Uniwersum DC. Jest to stosunkowo krótka lektura, która nie powinna zająć nam więcej, niż jedno popołudnie. Komiks w ogóle się nie zestarzał, także nie trzeba się martwić, iż będziemy atakowani archaizmami z każdej strony.

blank

Warto też dodać, że ostatnio jestem już nieco wymęczony postacią Harley, a po lekturze „Harleen” obawiałem się, że nie dam w ogóle rady przejść przez ten tytuł, jednak ostatecznie nietypowy styl przeprowadził mnie przez całość jak za rączkę i bawiłem się znakomicie. To chyba dobrze świadczy o komiksie, prawda?