blank

Arrow S04E21 „Monument Point” – recenzja

Czy ja przed chwilą obejrzałem Arrow? – to pytanie zadałem sobie podczas napisów końcowych ostatniego wyemitowanego odcinka. Monument Point to jeden z lepszych odcinków w obecnym sezonie. Wielowątkowość (ostatnimi czasy dość popularna w amerykańskich serialach [czyżby wpływ Gry o tron?]) , wypada tutaj całkiem nieźle. Niby wszystko skupia się wokół Damiena Darhka, lecz nadanie fabuły każdemu z bohaterów jest strzałem w dziesiątkę, przez co takie osobowości jak Quentin Lance, Thea czy Malcolm Merlyn przestają być jedynie statystami, a znów pojawiają się na ekranie jako kluczowi gracze przejawiających się wątków.

Epizod rozpoczyna się sceną znad naszej północnej granicy, w Kaliningradzie. Pojawienie się Rosjan bynajmniej nie jest przypadkowe. Biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia, może dojść do konfliktu międzynarodowego pomiędzy Rosją a USA. Ponadto wątek ten możemy potraktować jako zapowiedź przyszłego sezonu, w którym, w retrospekcjach, dowiemy się gdzie Oliver nauczył się języka rosyjskiego oraz dlaczego należał do Bratvy.

Monument Point to powrót postaci, które mieliśmy przyjemność oglądać w czwartym sezonie, tj. Anarky oraz The Calculator. Wątek tego pierwszego sprawił, że Thea przestała nudzić się w miasteczku należącym do Ruve Adams, a Alex wreszcie poznał jej bojowe możliwości. Podziemne osiedle rozwija się, przyjmuje coraz to nowych mieszkańców, Genesis nieuchronnie zbliża się do punktu kulminacyjnego.

Noah Kuttler odgrywa rolę koniecznego sprzymierzeńca. Bez jego pomocy, powstrzymanie nuklearnych działań adwersarza sezony spaliłoby na panewce. Niestety (dla widza oraz fabuły całe szczęście), nie wszystko idzie zgodnie z planem. Jedna z głowic, początkowo wycelowana w tytułowy Monument Point, zostaje przekierowana przez Felicity do o wiele mniejszego Havenrock. W jaki sposób owe wydarzenie wpłynie na pannę Smoak? Oraz czy uda jej się odzyskać firmę? Możemy przypuszczać, że owszem, gdyż posiadamy drobną podpowiedź w jednym z odcinków Legends of Tomorrow, w postaci Smoak Tech.

Niefortunnie, nie obyło się bez zapychających dialogów, prawiących po raz kolejny o moralności. W odcinku wyczuwalne było napięcie, lecz skakało ono niczym puls w trakcie treningu interwałowego. Raz wątek końca świata, chwilę spokoju na motyw Quentina Lance’a oraz Donny Smoak, by znów rzucić nas w wir akcji. Co do samej akcji i scen walk… zasadniczo są dobrze wyreżyserowane, lecz gdzieniegdzie wręcz rzuca się w oczy odległość między ręką bądź nogą a twarzą przeciwnika, a trochę tych półobrotów nam zaserwowano.

Kończąc, przed napisaniem własnej recenzji, rzuciłem okiem na inne… Ku mojemu zaskoczeniu, natrafiłem nawet na oceny 1/10 i 3/10. Mnie odcinek przypadł do gustu, biorąc pod uwagę to, co wyprawiało się dotychczas w czwartym sezonie, doceniam to i ocenię wysoko ten epizod, lecz nie zmienia to faktu, że cały sezon wypada co najwyżej na 5-6/10. Rozprawmy się z Darhkiem, a ostatni epizod zatytułowany Schism, niech wstrząśnie odpowiednio przygodami Zielonej Strzały.

Ocena recenzenta: 8/10

Piotr "Batplay" Nowak
Recenzent na portalu flarrow.pl. Odpowiedzialny za omówienie i krytykę serialowego uniwersum DC. Historyk z wykształcenia, lubi spędzać czas na planach filmowych, okazjonalnie Dj. Zainteresowany również sportem, zdrowym trybem życia; uczestnik biegów surwiwalowych.