blank

Defenders – czyli poprawnie ale i bez ekscytacji. Recenzja bez spoilerów.

Najnowsza produkcja współpracy Marvela oraz Netflixa miała dzisiaj premierę. Po genialnym Daredevilu wszyscy mieli bardzo duże oczekiwania co do każdego kolejnego serialu i fakt, że wychodziły one gorzej, nie zmniejszało ich.
Niestety Defendersom daleko do wymienionej wyżej pozycji, lecz z czystym sercem uspokoić mogę, że źle nie jest. W moim osobistym rankingu plasuje się ona wyżej niż Luke Cage czy Iron Fist, ale do poziomu choćby Jessici Jones mu jednak daleko.

Pierwsza połowa sezonu jest wprowadzeniem do całej historii i drogą do połączenia sił przez superbohaterów. Rozpoczynamy od kontynuowania wątków poprzednich produkcji i rozwijania ich osobno u każdego z protagonistów. Oglądając pierwsze odcinki, podczas scen poszczególnych postaci mamy wrażenie, że oglądamy fragment samotnej historii każdego bohatera. Nie wiem w zasadzie, jak to lepiej opisać. Wokół każdej postaci zbudowano konkretną kolorystykę i styl, którego zalążek mamy już w intrze do serialu. Obserwacja tego na ekranie nadaje mu wspaniałego charakteru. Warte zauważenia jest też, że gdy pojawiało się więcej osób obok siebie, to występowały wszystkie kolory. Z solowych wątków najgorzej wypada ten Luke’a Cage’a – przypadek? Iron Fist utrzymuje poziom z solowego serialu, czyli nie najgorszy, ale bez fajerwerków. Natomiast ciężko mi ocenić Daredevila i Jessice Jones ponieważ od oglądania ich solowych produkcji minęło sporo czasu, a Krysten Ritter oraz Charlie Cox są świetnymi aktorami. Oprócz tego, że wątki postaci granych przez tych aktorów z pozostałych dwóch są poprowadzone w najlepszy sposób, to sama ich gra aktorska wyróżnia się na tle reszty. Gdy mówimy o aktorstwie, nie można pominąć tu Elodie Young oraz Sigourney Weaver – obie Panie wykonały świetną robotę.
Po czwartym odcinku wszystko się zmienia, mamy złożoną drużynę oraz określonych antagonistów. Od tego rozpoczynają się wspólne działania, mające na celu pokonanie złoczyńców oraz ochronę miasta. W trakcie serialu możemy zauważyć pewną zmianę w charakterze Danny’ego Randa, ale później, niestety, zostaje to olane mimo tego, że mogło stać się to zwiastunem czegoś lepszego w budowie charakteru postaci. W produkcji występują pomniejsze błędy i jeden moim zdaniem dosyć spory, ale wiąże się on bezpośrednio z finałem, więc nie będę o nim tutaj wspominał. Największą wadą całego dzieła moim zdaniem jest jednak jego nijakość i brak wzbudzania jakichkolwiek emocji w widzu.

Podsumowując, nie jest to produkcja idealna – posiada wady, ale także jest dosyć przyjemną podczas oglądania i wnosi sporo nowych wątków oraz rozwija sporo postaci. Na pewno jest to serial wart poświęcenia tych kilku godzin na obejrzenie go.