Get over here! Ciężko znaleźć osobę, która w tej chwili nie słyszy głosu Eda Boona w głowie. Seria Mortal Kombat toj jeden z największych klasyków w świecie gier video, który zresztą niejednokrotnie starano się adaptować na wielkim ekranie. Taką samą próbę podjął Simon McQuoid – jak mu wyszło? Mortal Kombat – recenzja wydania Blu-Ray

W ramach wstępu chciałbym podziękować dystrybutorowi Galapagos za dostarczenie kopii do recenzji.

Mortal Kombat – recenzja. Czy to historia na miarę tytułu mistrza?

Najnowsze Mortal Kombat już od samego początku zapowiadało się dobrze. Rewelacyjne wybory castingowe, wielka zajawka reżysera, obietnice, że film na pewno nie będzie szczędził przy brutalności, ale czy faktycznie było tak pięknie? 

Wielu fanów serii dalej z wielką radością wraca do wersji z 1995 roku, którą sam dobrze wspominam, ale też nie potrafię przejść obojętnie wokół tego, że produkcja ta nie zestarzała się zbyt dobrze. Po najnowszym dziele Simona McQuoida oczekiwałem, że stworzy on coś, co powtórzy sukces Andersona i wpisze się na tę krótką listę “udanych adaptacji filmowych gier video”.

Zacznę od warstwy fabularnej, która spotkała się z mieszanym odbiorem wśród internautów, którzy na film wybrali się do kin lub obejrzeli na usługach streamingowych. Trzon powieści stanowi zupełnie nowy bohater, który zowie się Cole Young, zawodniku MMA, w którego żyłach płynie krew szlachetnego rodu wojowników. Całość natomiast skupia się na poszukiwaniach odpowiedzi, czym konkretnie jest ten cały turniej „Mortal Kombat”. 

Oczywiście życie byłoby zbyt piękne, gdyby wszystko poszło bezproblemowo – na naszych herosów czeka mnóstwo nieprzyjemnych niespodzianek, które zazwyczaj skończą się przelaniem sporej ilości krwi.

Osobiście spodobało mi się wprowadzenie zupełnie nowej postaci do tego świata, sama fabuła została poprowadzona moim zdaniem całkiem porządnie, choć nie bez zgrzytów – czasami akcja skakała aż nadto szybko, gdzie niektórym wątkom przydałoby się nieco więcej czasu antenowego. Nie boli mnie też fakt, że sam turniej się nie odbył, bo rozumiem, iż ten film, to tylko preludium do jazdy bez trzymanki, która czeka nas sequelu, który patrząc na zarobki, raczej się pojawi.

Przyczepię się natomiast do iście nieczystego chwytu marketingowego, jakim było promowanie filmu aparycją Sub-Zero i Scorpiona, którzy owszem, w filmie się pojawiają, ale ich występ raczej można zaliczyć do marginalnych. Z jednej strony jest to całkowicie zrozumiałe – wszakże przeciętny Kowalski kojarzy głównie tę dwójkę, więc jest większa szansa, że skusi się na ten film, ale z drugiej to nieco niemiłe zagranie w stosunku do fanów serii.

Świetni wojownicy, przeciętni aktorzy? Obsada Mortal Kombat 

Najmocniejszą stroną produkcji na pewno będą walki, które stoją na naprawdę wysokim poziomie. Nic dziwnego, większość obsady to mistrzowie sztuk walk, także choreografia pojedynków jest naprawdę widowiskowa i przyprawia widza o potężną dawkę ekscytacji.

Niestety, odbija się to na poziomie aktorstwa, które tragiczne nie jest, ale wielu aktorom daleko od ideału. Najjaśniejszym punktem całości jest Kano (w tej roli Josh Lawson), który w moim odczuciu perfekcyjnie oddaje chory charakter tego szalonego człowieka. Również podobał mi się występ, choć krótki, Joe Taslima (Sub-Zero) oraz Hiroyuki Sanady (Scorpiona), gdzie od tego pierwszego faktycznie było czuć chłód, a od drugiego piekielny gniew. 

Bęcki dostać powinien… główny bohater! Lewis Tan w roli Cole’a Younga wypada naprawdę nijako i nie do końca jestem przekonany czy chodzi  tu o scenariusz czy właśnie samego aktora. Postać ta niczym do mnie nie przemawia, przez co ciężko było mi mu go kibicować.

Jeżeli chodzi o ziemskich obrońców, to Sonya i Jax, czyli Jessica McNamee oraz Mehcad Brooks wypadają już dużo lepiej, choć nie da się ukryć, że mocno byli ograniczeni właśnie przez skrypt. Dwójka starców, czyli Raiden (Tadanobu Asano) oraz Shang Tsung (Chin Han) okazały się ostatecznie strasznymi zrzędami, chociaż z drugiej strony – w grach było zupełnie to samo, czyli w praktyce wykonali oni swoje zadanie. 

Mógłbym wymieniać tak pozostałych członków obsady, ale nie w tym rzecz, bo ostatecznie mój werdykt będzie taki sam – poziom aktorstwa jest bardzo nierówny i choć w niektórych przypadkach mowa tutaj o ograniczeniach związanych z tym, jak ten film został napisany, tak w większości tych gorszych występów mowa tu o winie samych aktorów.

Widowiskowe walki i puste dźwięki, czyli efekty i ścieżka dźwiękowa w nowym Mortal Kombat

Kolejnym mocnym punktem nowego Mortal Kombat, to efekty specjalne, które widzimy na ekranie. Nie ważne czy mowa tutaj o “specjalnych atakach” poszczególnych bohaterów (Sub-Zero zamrażający pocisk!) czy też o “prozaiczne” akcje, typu wyrywanie rąk – wykonane są świetnie i zdecydowanie nie można mówić, że mamy do czynienia z tandetą. 

Niestety, jak to już jest przy całej produkcji, w 100% pięknie być nie może i choć wizualnie jest naprawdę dobrze, tak ścieżka dźwiękowa pozostawia po sobie wiele do życzenia, gdyż… znowu padnie ten argument – jest mocno nijaka. Kompletnie nie przychodzi mi do głowy żaden utwór, bym mógł go sobie zanucić w głowie, a przecież dopiero co obejrzałem ten film. Szkoda, bo Mortal Kombat to naprawdę świetne pole do audio-popisu.

Czy warto obejrzeć Mortal Kombat? Podsumowanie 

Nie będę ukrywał, że w pewnym sensie zawiodłem się najnowszym Mortal Kombat, ale czy oznacza to, iż go nie mogę polecić? Skądże, bo to dalej porządna produkcja filmowa, która jest po prostu mocno nierówna i pełna pomniejszych błędów. Jeżeli jednak weźmie się to pod uwagę i odpali tę produkcję, to raczej ciężko mówić o zawodzie.

To pierwszy film Simona McQuoida, który faktycznie wybrał sobie dość ciężki materiał do debiutu, a jednak na wielu płaszczyznach dał radę. Będę trzymał kciuki, że weźmie pod uwagę wszystkie uwagi, które skierowano w stronę jego dzieła i potencjalny sequel okaże się jedną z najlepszych adaptacji gier video.

Jeżeli szukasz niezbyt zobowiązującej i odmóżdżające historii, to śmiało sięgnij po Mortal Kombat. Wcale nie musisz być fanem serii, aby dobrze się przy tym filmie bawić, a wręcz wydaje mi się, że osoby nie zaznajomione z serią będą miały najwięcej radochy z seansu.

Dodatki w wersji Blu-Ray

Już obejrzane? Dalej mało? W takim razie warto sprawdzić co czeka Cię jeszcze w przypadku wersji Blu-Ray. Co konkretnie znajdziemy na płycie?

  • Sceny niewykorzystane (cztery dodatkowe sceny, które nie znalazły się w filmie);
  • Od gry na ekran: tworzenie Mortal Kombat (Ciekawy dokument opowiadający o procesie produkcyjnym);
  • Mortal Kombat: ulubieńcy fanów – 11 filmów (Krótkie klipy poświęcone konkretnym bohaterom);
  • Choreografia walk (Nazwa mówi sama za siebie – dokument poświęcony samym walkom w filmie);
  • Krypta: niespodzianki w Mortal Kombat (Easter-eggi, które znalazły się w filmie);
  • Anatomia sceny – 7 materiałów filmowych (Kolejny klip, w którym skupiono się na procesie produkcyjnym).