ghost of tsushima directors cut

Oryginalne Ghost of Tsushima dosłownie mnie pochłonęło i zachwyciło swoim rozmachem, stąd też niezwykle ucieszyłam się na wieść o tym, że gra otrzyma swoją wersję reżyserską. Jak wypada Ghost of Tsushima: Director’s Cut?

W ramach wstępu chciałabym podziękować Playstation Polska za podesłanie kodu do recenzji. 

Moja przygoda z podstawową wersją Ghost of Tsushima zakończyła się stosunkowo niedawno – najnowsza produkcja Sucker Punch tak mi się spodobała, że z wielką chęcią wyczyściłam całą mapę ze wszystkich zadań pobocznych. Ledwo co odłożyłam płytę na półkę, a tu już trzeba było szykować się na powrót – tym razem w next-genowym wydaniu, bo w międzyczasie udało się dorwać PS5.

ghost of tsushima edycja reżyserska

Zobacz też: Ratchet & Clank: Rift Apart – recenzja. Przeskok do nowej generacji!

Ghost of Tsushima: Director’s Cut – wyruszamy na wyspę Iki!

Czym tak w ogóle jest i co nowego wnosi Ghost of Tsushima: Director’s Cut? Przede wszystkim całkowicie nowy obszar – wyspę Iki. Wybrać się można na nią już przy rozpoczęciu drugiego aktu gry, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby udać się na nią po ukończeniu głównego wątku.

Jaki jest cel podróży Jina na ową wyspę? Otóż próbuje on uprzedzić kolejny, potencjalny najazd mongołów na Cuszimę, choć okazuje się, że będzie to trudniejsze, niż by się zdawało, gdyż niejaka Orlica miesza ludziom w głowach, w tym naszemu bohaterowi, wywołując u niego przeróżne halucynacje, które będą mu towarzyszyć podczas całego pobytu na Iki. 

Co nowego w Ghost of Tsushima: Director’s Cut?

Jakie jeszcze nowości wprowadza Ghost of Tsushima: Director’s Cut?

Jeżeli chodzi o wersję PS5, to kilka typowych dla konsoli nowinek technicznych, jak chociażby czasy ładowania skrócone do totalnego minimum. W podstawce na PS4 też nie były one, aż tak długie, jednak różnica jest ogromna, szczególnie kiedy ledwo co miało się styczność właśnie z pierwotną wersją. 

Poza tym dochodzą także funkcje nowego kontrolera DualSense – choć nie ma okazji, aby wykorzystać haptyczne triggery, tak jednak perfekcyjnie oddane wibracje zdecydowanie robią robotę – czy to podczas podróżowania konno i galopowania, czy też w trakcie walki, eliminując coraz to kolejne hordy mongołów – choć dalej grałam w tę samą grę, to jednak mogłam ją poczuć w pewien sposób na nowo.

ghost of tsushima wyspa iki

Doszła też nowa mechanika, która związana jest w pewien sposób z Sanktuariami zwierząt. Chodzi bowiem o to, iż po dotarciu do odpowiedniej lokacji, należy zagrać na flecie, wykorzystując do tego ruchy pada. Po zakończeniu możemy pogłaskać zwierzaki, ale tym razem nie są tylko lisy, ale też koty, małpy oraz jelenie. No i warto dodać, że dzięki wibracjom z DualSense, poczujemy także np. mruczenie kociaków, co jeszcze bardziej pogłębia immersję. Super! Jak już jestem przy temacie zwierzaków, to nieco nowości czeka też naszego wierzchowca – ten nauczył się szarży, która niejednokrotnie przyda się podczas bitew. 

Nie można także zapomnieć o podbitce rozdzielczości do 4k i 60 klatek na sekundę, przez co rozgrywka jest o niebo przyjemniejsza. Podstawową wersję Ghost of Tsushima ogrywałam jeszcze na bazowym PS4 i momentami dało się odczuć spore spadki klatek – oczywiście nie wpływało to (przynajmniej w większości przypadków) na radochę z rozgrywki  i na pewno nie był to poziom optymalizacji rodem z Deus Ex lub Dishonored II, jednakże to właśnie na najnowszej konsoli Sony w pełni mogłam “poczuć” tę produkcję.

ghost of ikishima

Produkcja bez wad? Nie do końca…

Ghost of Tsushima była rewelacyjną produkcją, choć nie pozbawioną wad, o których nie ma sensu tu raczej wspominać, wszakże skupiam uwagę na samej edycji reżyserskiej. Na razie mówię o niej w samych superlatywach, ale czy wszystko było idealne? Niestety nie do końca. 

Z tych mniejszych wad, to przyczepię się, że pod względem grafiki nic się nie zmieniło. Nie chodzi mi o to, że podstawka była brzydka, a wręcz przeciwnie – to dalej jedna z najładniejszych gier minionej generacji. Chodzi mi o brak implementacji Ray Tracingu, który zdecydowanie dodałby uroku i charakteru do tej już iście klimatycznej gry. 

najlepsze gry ps5

Tym, co najmniej mi się podobało, to… czas ukończenia dodatku! Z innych źródeł wyczytałam, że czeka nas ponad 10 godzin rozgrywki – być może faktycznie tak jest, jeżeli wyczyści się nową wyspę do zera (ja jestem jeszcze w trakcie!), ale przejście głównego wątku oraz wykonanie kilku zadań pobocznych zajęło mi raptem około 5 godzin – to strasznie mało i pozostawiło małą pustkę. Nie mogę przyczepić się do ceny, gdyż w moim odczuciu jest ona całkiem przyzwoita, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż niejednokrotnie inne firmy taką samą kwotę wymagają za zakup zwykłego skina do gry (patrzę na Ciebie Activision!).

Zobacz też: Nowy pająk na rejonie! Spider-Man: Miles Morales [RECENZJA]

Czy warto kupić Ghost of Tsushima: Director’s Cut?

Podsumowując – czy warto zainteresować się Ghost of Tsushima: Director’s Cut? Jak najbardziej! Jeżeli do tej pory nie mieliście jeszcze zapoznać się z Jinem Sakai, to teraz macie świetną okazję aby to zrobić. Jeżeli jednak już udało wam się wyzwolić Cuszimę spod dyktatury Khotun Khana i teraz zastanawiacie się, czy warto dopłacić za ten update, to jak najbardziej śmiało bierzcie i nie rozmyślajcie zbyt długo. 

Poza wszystkimi technicznymi nowinkami, otrzymujemy kawał solidnej historii, która jeszcze bardziej zgłębia przeszłość głównego bohatera i odpowiada na kilka pytań, które faktycznie dręczył mnie po ukończeniu podstawki.

No i piękno wyspy Iki zapewne ponownie spowoduje, że zatrzymacie się w trybie fotograficznym i z wielką pasją będziecie robić coraz to kolejne fotki, zupełnie jak to jest w moim przypadku. Ciężko się oprzeć pokusie, kiedy oferuje on tyle możliwości!