Wydani w drugiej połowie lat 80. „Strażnicy” Alana Moore’a to bezdyskusyjny klasyk komiksów traktujących o superbohaterach. To ponadczasowe dzieło, które cieszy się wielkim uznaniem wśród czytelników, nie dziwota więc, iż przy każdej próbie „wskrzeszenia” tej marki, oczekiwania są na bardzo wysokim poziomie. Czy serial od HBO im sprostał?

Za doręczenie kopii DVD do recenzji serdecznie dziękujemy Galapagos, które zajęło się dystrybucją serialu na naszym rynku!

W przypadku adaptacji (ekranizacji?) Zacka Snydera, zdania są podzielone, gdyż film, choć przez zdecydowaną większość czasu trzyma się historii znanej nam z komiksu, to ze względu na zmieniony finał, niejednokrotnie spotyka się z krytycznymi komentarzami.

Serial natomiast miał być kontynuacją wydarzeń z powieści Moore’a, co początkowo nie bardzo podobało się zatwardziałym fanom, chociażby z tego względu, iż sam autor niejednokrotnie powtarzał, że stworzył dzieło kompletne i potencjalne sequele nie mają sensu.

Nie przeszkadzało to jednak włodarzom DC Comics i Geoffowi Johnsowi oraz HBO i Damonowi Lindelofowi – ten pierwszy napisał „Doomsday Clock”, które „oficjalnie” przedstawiło świat Watchmen w uniwersum niebieskich. Pomimo ciekawego wstępu, to całokształt nie bardzo przypadł do gustu czytelnikom, lecz jednak czy tego chcą, czy też nie – ostatecznie komiks ten zostaje włączony do kanonu.

Oznacza to, że serial po prostu stanowi jedną z możliwych wersji historii, która mogła się wydarzyć po wątku znanym nam z oryginalnego komiksu. Show nie stara się także na siłę połączyć znane nam uniwersa, co w tym przypadku jest sporym plusem i o wiele bardziej czuć w nim klimat znany nam z powieści Alana Moore’a.

Już od samego początku kampanii marketingowej nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po produkcji Lindelofa, a nieświadomość ta jest bardzo istotnym elementem odbioru całokształtu, jednakże do tej kwestii wrócimy w dalszej części.

Fabuła rozgrywa się w czasach współczesnych, jednakże przedstawiony 2019 rok zgoła różni się od tego, który dane było nam przeżyć. Okazuje się, że zrzucona przez Ozymandiasza w połowie lat 80. Wielka kałamarnica wymordowała połowę Nowego Jorku, co miało być początkiem uratowania ludzkości przed nuklearnym holocaustem.

Tym razem całość dzieje się w Tulsie, którą przed laty dotknęła wielka tragedia. Obecnie policjanci muszą chować się za maskami, aby ratować swoje rodziny, szczególnie przed tzw. Siódmą Kawalerią, czyli Ku Klux Klanem 2.0, której członkowie zamiast spiczastych białych kapturów noszą…maski Rorschacha.

Akcja skupia się na Angeli Abar, jednej z byłych funkcjonariuszek, która zza czasów swojej służby wypracowała sobie opinię niekonwencjonalnej, lecz skutecznej. Teraz próbuje wieść spokojniejsze życie, pracując w sklepie, a przynajmniej tak stara się wmówić bliskim, gdyż ta dalej stara się chronić swoje miasto i swój kraj, jednak już nie jako członek policji, a samozwańcza bohaterka, Siostra Nocy.

Praktycznie do samego końca nie jest dokładnie pewne, o co konkretnie w tej produkcji chodzi, przez co cały serial trzyma widza w napięciu, gdyż ten łyka odcinek, po odcinku, tylko po to, aby otrzymać odpowiedzi na nurtujące go pytania.

Komiks Alana Moore’a skupiał się przede wszystkim na problemach dręczących społeczeństwo lat 80., także było można się spodziewać, że Damon Lindelof spróbuje zaaplikować podobny zabieg,  jednak tym razem dobitnie ukazując nam efekty rasizmu, który szczególnie ostatnio mocno daje o sobie znać.

Serial, poza główną historią, jest pełen wątków pobocznych, dlatego ciężko się tą produkcją znudzić, jednak przez to łatwo się nią „zmęczyć”. Niestety wielowątkowość w tym przypadku jest zarówno ogromnym plusem, jak i minusem – w pewnym momencie człowiek po prostu może się zgubić w tym wszystkim, zapominając, o czym konkretnie jest te show.

Na wielkie brawa zdecydowanie zasługują aktorzy, którzy wręcz błyszczą. Regina King, Jean Smart czy Jeremy Irons pokazali się z najlepszej strony, rewelacyjnie odgrywając powierzone im role. Wszyscy wypadają niezwykle naturalnie, jakby po prostu byli sobą. Pomimo zakręconej fabuły, to jednak całość jest niezwykle klimatyczna. Mroczny, brutalny ton dzieła Lindelofa bardzo wpasował się w moje gusta, przez co seans był dla mnie wielką przyjemnością.

Bardzo doceniam „dziwaczność” Watchmenów. To odważne show, które pisarz nieco za bardzo skomplikował, przez co czasem wydawałoby się, iż Pan Damon po prostu bawił się tym wszystkim, zamiast opowiedzieć coś konkretnego, jednakże serial oferuje mnóstwo niezwykłych momentów, które warto obejrzeć, bohaterów, których warto poznać, klimatu, który warto poczuć oraz smaczków, które zadowolą fanów oryginału.

Wcześniej wspomniałem o tym, iż nieświadomość jest bardzo istotnym elementem odbioru całokształtu – show bardzo akcentuje wieloznaczność “masek”, przez co nigdy nie wiemy, czy na ekranie widzimy bohaterów, czy złoczyńców. Właśnie takie pytania cały czas rzuca nam serial, a my, zaciekawieni widzowie, nawet po seansie będziemy szukali na nie odpowiedzi.


W przypadku wydania DVD otrzymujemy sporo materiałów dodatkowych, w tym dwa filmy dokumentalne, które łącznie trwają ponad 90 minut! Całość jest ogólnie bardzo bogata, zaczynając od samego wnętrza pudełka, po właśnie te konkretne klipy.

Niestety na samym początku muszę pokręcić nosem. Serial na HBO Go był dostępny w rozdzielczości FULL HD, co już rzucało się w oczy na „dzisiejszych” telewizorach, a jeszcze gorzej jest w przypadku DVD, które oglądamy w… 480p! (850 x 480 pikseli).

Na rynku amerykańskim produkcja Lindelofa została wydana także na nośniku blu-ray, gdzie całość już mogliśmy obejrzeć w 4k UHD, także tym bardziej ciekawi nas decyzja wydania u nas wyłącznie nośnika DVD. Mimo wszystko – mamy już 2020 rok.

Dodatków jest sporo i są naprawdę ciekawe, gdyż otrzymujemy tu wgląd na praktycznie cały proces tworzenia serialu. Dowiemy się kilku ciekawostek na temat reżyserii, scenariusza oraz warstwy graficznej. Znalazło się miejsce także na klip w stylu „wpadki na planie”, a wspomniane wyżej filmy dokumentalne są niezwykle ciekawe i stanowią gratkę nie tylko dla fanów serialu, ale i powieści Moore’a.

Drugim poważnym minusem jest…brak polskich napisów do właśnie tych wszystkich dodatków. Osobiście nie stanowi to dla mnie problemu, jednak w momencie, gdy HBO oferuje nieco lepszą jakość, to brak spolszczenia „karty przetargowej” wydania DVD pozostawia mały niesmak.

Ostatecznie bawiłem się przy serialu rewelacyjnie, szczególnie że cały czas odwlekałem seans na HBO. Jako fan komiksu jestem w pełni usatysfakcjonowany tym, co otrzymałem i cieszę się, że mimo wszystko takie seriale otrzymują także wydania fizyczne. Choć osobiście czerpałem wielką frajdę z materiałów dodatkowych, to jednak nie da się ukryć, iż brak polskich napisów może stanowić niemały problem. Z drugiej strony – to dopiero początek „serialowego wydawnictwa”, także warto przymknąć na to wszystko oko i trzymać kciuki za kolejne wydania.