Siedzę już tak dłuższy czas i nie mam pojęcia jak się zabrać do recenzji najnowszego dzieła studia Media Molecule. To dość nietypowe, wyjątkowe doświadczenie, które ciężko opisać słowami. Zastrzyk nostalgii, wbity nam prosto w żyłę, powodujący, iż odbiorca tego produktu wręcz cofa się w czasie. Czym to jest spowodowane?

To była połowa lat 90., kiedy w moim domu postawione zostało pierwsze Playstation i słynny, chiński „pegazus”. Obydwie konsole obfite były w znakomite tytuły, które świetnie wspominamy po dzisiaj. Dużą część mojej biblioteki stanowiły gry platformowe, a gdy dany kartridż oferował mi 9999 gier w jednym, to byłem wniebowzięty. Były to także czasy, gdy myśląc o przyszłości, to widziałem siebie jako twórcę gier. Oczywiście „marzenie” to już dawno sobie odpuściłem oraz rozwinąłem się w nieco innym kierunku.

Teraz, za pośrednictwem „Dreams”, ponownie czuję się, jakbym dopiero co miał iść do szkoły podstawowej. To niesamowite.

Media Molecule kojarzycie zapewne z „Little Big Planet”, znakomitej serii, która zgarnęła sobie miliony fanów. Jej ducha zdecydowanie czuć w ich najnowszej produkcji, jednak w tym przypadku postanowiono pójść jeszcze dalej – tym razem nie będziemy tworzyć samego świata, ale całe gry!

Początkowo gracz może czuć się przytłoczony i nic w tym dziwnego – ogranicza nas wyłącznie nasza wyobraźnia, no i może jeszcze nieco cierpliwość. Nie ma co się jednak obawiać, że zostaniemy rzuceni na głęboką wodę i wszystkiego będzie trzeba się uczyć na własną rękę. Zanim zaczniemy być drugim Rockstarem czy innym Blizzardem,  to bardzo przyjazny tutorial poprowadzi nas pierw za rączkę i wytłumaczy dość skomplikowane mechaniki kreacji.

Nie musicie być nie wiadomo jak uzdolnieni artystycznie, aby wykombinować coś konkretnego, wiadomo, iż ludzie ze smykałką do grafiki i projektowania wycisną z „Dreams” to, co najlepsze. Twórcy postarali się, aby tworzenie było jak najbardziej przystępne, choć nie da się ukryć, że do najbardziej intuicyjnych ono nie należy.

Do dyspozycji mamy trzy sposoby, za pomocą których możemy „sterować” chochlikiem – indywidualnym kursorem, który będzie „wcielał” się w poszczególnych bohaterów. Budować możemy, wykorzystując klasyczny układ Dualshocka, jego funkcje ruchowe, albo kontrolery PS Move – tego ostatniego niestety nie miałem możliwości sprawdzić, a przy tych dwóch pierwszych wymagana będzie właśnie wyżej wspomniana cierpliwość. Kamera często ucieka, coś nam się gubi, blokuje, ciężko też mówić o większej precyzji, wszakże to nie zestaw myszka+klawiatura. Nie są to bariery nie do obejścia, jednak minie trochę czasu, zanim zaczniecie się poruszać swobodnie po tym interfejsie.

Warto wspomnieć, że nie samymi grami żyje! Tworzyć można także prezentacje wizualne oraz filmy, także dzieło to jest także świetnym narzędziem do machinimy, chociaż ta zdaje się już nieco wymarłym gatunkiem, a szkoda! Pamiętacie Red vs Blue?

Jeżeli jednak nie zamierzacie w ogóle nic tworzyć, to nic nie stoi temu na przeszkodzie. Produkcja Media Molecule pełna jest różnorodnych tworów, których cały czas przybywa. Zdecydowanie nie ma co narzekać na nudę. Warto zacząć od historii przygotowanej przez samo studio – „Marzenie Arta” to kilkugodzinna zabawa, która jest idealnym przykładem tego, co można osiągnąć przy pomocy kreatora, jednak wątpię, że ktokolwiek zbliży się do tego poziomu. Chcecie ograć Cyberpunka rodem z PSX? Fallouta 4 w wykonaniu Dreams? Albo stęskniliście się za pierwszym MGSem? Wszystko to na was tutaj czeka.

Poza tym nie brakuje oryginalnych pomysłów. Można znaleźć sporo ciekawych platformerów rodem z szaraka, ale ubranych w nieco bardziej świeżą szatę graficzną. Kreatywność graczy jest niesamowita, jednak obawiam się, ile jeszcze czasu otrzymywać będziemy „dzieła na poziomie”.  Wszakże jedyną zapłatą za pracę twórców są… lajki! No i możliwość, że zostaniemy dostrzeżeni na youtube, ale nie jestem pewien, czy jest to wystarczająca zachęta.

Nie brakuje także tzw. „marzeń krzaków”, czyli produkcji, których twórcy definitywnie nie tworzyli na trzeźwo. Ciężko z nich czerpać przyjemność, jednak na ratunek przychodzi nam filtrowanie wyników i możliwość wyszukiwania najciekawszych/najlepiej ocenianych dzieł.

Warto napomnieć, że obecnie optymalizacja nie należy do najlepszych, w trakcie rozgrywki konsola potrafi się zamienić w odrzutowiec, a bardziej zaawansowane gry z łatwością gubią klatki. Jednak sami twórcy już na samym wstępie zaznaczyli, iż „Dreams” cały czas będzie wspierane i rozwijane, także zapewne „naprawa” wszystkich powyższych niedogodności to tylko kwestia czasu.

Dzieło prywatne

Niesamowite jest to, że przy każdym jednorazowym odpaleniu dzieła Media Molecule czekać na nas będą nowe wrażenia, zawsze będzie czekało na nas coś świeżego, przeżyjemy nowe doświadczenia. „Dreams” szybko osiągnie status kultowego i przełomowego, gdyż raczej drugiej takiej pozycji jeszcze długo nie uświadczymy. Warto zaopatrzyć się w swoją własną kopię i obserwować jej rozwój. To rewolucyjny projekt, o którym jeszcze długo będzie się mówić.

Dziękuję Playstation Polska, że ponownie mogłem poczuć się dzieckiem i ograć te wszystkie marzenia, które przypomniały mi o złotych czasach pierwszego PS’a. Spełniliście kolejne „Marzenie” J