Jeżeli zawiedliście się na próbie rebootu Mirror’s Edge, uwielbiacie wymachiwać mieczem niczym w Shadow Warrior, jara was mechanika SUPERHOT, a na dodatek wpadliście w cyberpunkowy szał i nie możecie doczekać się produkcji REDów, to nasze rodzime studio One More Level przygotowało coś dla was – poznajcie Ghostrunner!

Nie da się ukryć, że Cyberpunk 2077 to istny fenomen i jedna z najbardziej wyczekiwanych gier dekady, a obsuwa premiery na grudzień stworzyła idealną okazję dla twórców „God’s Trigger”, aby ich najnowsza produkcja zalśniła najmocniej.

Technicznie Ghostrunnera można przyrównać do znanych z gier mobilnych endless runnerów, gdzie gnamy przed siebie i staramy się unikać przeszkód, ale byłaby to zwykła trywializacja,  gdyż tak jak tamte tytuły odpuszczamy zazwyczaj po godzinie, tak do tego tytułu ciężko nie wracać, szczególnie gdy macie bzika na bicie rekordów.

Jaki jest w ogóle nasz cel? Już na samym początku nasz główny bohater, tytułowy Ghostrunner, słyszy w głowie głos niejakiego Architekta, który potrzebuje naszej pomocy w powtrzymaniu nikczemnego, a raczej nikczemnej Klucznik, aby uwolnić ludzkość z jej tyranii. Nie jest to wielce ambitna fabuła, ale sama gra też tego nie ukrywa, lecz nic dziwnego, bo i tak ciężko za czymkolwiek nadążyć. Tempo tutaj jest ogromne.

Początkowo można odnieść wrażenie, że przez całą rozgrywkę będziemy wyłącznie biegać po ścianach, bawić się w zatrzymywanie czasu i przecinać coraz to kolejnych przeciwników – nic bardziej mylnego! Poza podstawową umiejętnością przepoławiania naszych oponentów z czasem odkrywamy nasze ukryte zdolności, jak np. Burza, którą najłatwiej przyrównać do odepchnięcia mocą niczym w Gwiezdnych Wojnach.

Byłoby zbyt banalnie, gdyby wrogowie po prostu stali i kierowali w naszą stronę pociski, prawda? Dlatego istnieje kilka rodzajów naszych adwersarzy – jedni będą na nas szarżować z mieczem, inni próbowali nas zaatakować ze skokiem z zaskoczenia, a jeszcze inni teleportować i puszczać promienie, których nasz miecz niestety nie jest w stanie odbić. Gdyby tego było mało, to czasami jeszcze chronieni są specjalną barierą, a by się jej pozbyć, to trzeba zniszczyć specjalny generator.

Wszystko to w połączeniu z tempem oraz faktem, iż giniemy od pierwszego strzału/ciosu, powoduje, że giniemy częściej, niż w produkcjach From Software, które nie bez powodu służą jako punkt odniesienia „śmiertelności w grach”.

Ekran porażki ogląda się naprawdę często (osobiście ginąłem średnio po 60-70 razy za pierwszym podejściem do poziomu), jednakże w ogóle nie wprawiało mnie to we frustrację, jak to miało miejsce np. w najnowszym Crashu Bandicoocie, gdyż każa śmierć tylko bardziej mnie motywowała, abym wymyślił magiczne rozwiązanie na pokonanie konkretnego etapu.

Otwiera nam to furtkę na różne możliwości przejścia poziomów, bo to od nas zależy czy danego przeciwnika poćwiartujemy, poczęstujemy go jego własnym pociskiem, zepchniemy w przepaść czy przejmiemy kontrolę nad jego umysłem, aby ten zlikwidował za nas swoich towarzyszy.

Gra faktycznie jest bardzo ciężka, ale sprawiedliwa. Poziomy nie są sadystycznie zaprojektowane (no może poza ostatnim…), dlatego trudno jest się denerwować. Każdy sukces napawał mnie ogromną satysfakcją, a poprawnie wykonane sekwencje najczęściej wyglądały niezwykle efektownie i pokusiłoby się to o tryb powtórki, rodem ze wspomnianego wcześniej SUPERHOT, ale tutaj levele są  na to zbyt długie.

Klimat jest bajeczny. To cyberpunk pełną gębą i choć ciężko doszukiwać tu się jakiejś większej oryginalności, tak jeszcze ciężej jest się tym wszystkim nie zachwycać, a w szczególności, gdy opuścimy „kanały” i wyjdziemy na powierzchnię (a raczej dachy miasta!).

Pełno tu charakterystycznych dla stylu futurystycznych elementów i innych neonów oraz świecidełek. Wizualnie całokształt bardzo cieszy oko, aż momentami chciałoby się pospacerować na spokojnie, jednakże zapomnijcie, że gra wam na to pozwoli.

Nie mogło zabraknąć także dawki solidnego synthwave’u, który nie tylko idealnie komponuje się z całością, ale i niezwykle relaksuje oraz kojąco wpływa na gracza, co w przypadku tej pozycji jest akurat bardzo potrzebne. Mógłbym się co najwyżej przyczepić, iż w pewnym momencie możemy odnieść, iż ścieżka dźwiękowa nieco się powtarza, ale nie jest to jakoś wielka wada.

Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony od strefy technicznej. Osobiście ogrywałem wersję na zwykłym PS4, ale klatki utrzymywane były na stałym poziomie i zaledwie kilka razy można było poczuć delikatny spadek, a same poziomy wczytywały się naprawdę szybko, co jest bardzo ważne przy grze, w której ginie się dosłownie co chwilę.

Spodziewałem się także, iż przez rozgrywkę na kontrolerze, nie będę w stanie poczuć tej dynamiki i frajdy płynącej z biegania i wymachiwania mieczem, pamiętam, że miałem z tym wielki problem przy np. DOOMie, ale gra jest tak zaprojektowana, iż nie sposób to odczuć. Dość szybko idzie się przyzwyczaić i poczuć się „naturalnie”. Ukłony w stronę twórców!

Czy w takim razie mamy do czynienia z grą idealną, bez skaz? Pomimo niezwykle pozytywnych wrażeń, to nie sposób jest przyczepić się do dwóch aspektów tejże produkcji.

Wyżej wspominałem, iż fabuła nie należy do zbyt ambitnych, jednakże mimo wszystko człowiek chciałby ją jakoś śledzić i tak jak osobiście nie miałem z tym większego problemu, to jestem przekonany, iż sporo osób będzie miało jednak problem z nadążaniem z dialogami, które odbywają się w trakcie przechodzenia poziomów.

Często musimy skupiać się na kilku rzeczach jednocześnie, a wsłuchiwanie się w to, co bohaterowie mają do powiedzenia, będzie w takich chwilach najmniejszym priorytetem.

Poza tym w grze występują dwie walki z bossami i tak jak tę finałową wspominam nawet pozytywnie, tak już tę pierwszą nie do końca. Wspominałem, iż ciężko się przy tej grze zdenerwować, ale to był właśnie ten jeden z nielicznych momentów, przy których było można się złamać. Sama walka nie należy do najcięższych – gracz po prostu nie otrzymuje żadnej podpowiedzi jak sobie z oponentem poradzić i nie zdziwiłbym się, gdyby większości udało się to odkryć przez przypadek.

Ghostrunnera wyczekiwałem od pierwszej zapowiedzi, gdyż już wtedy zainteresował swoim konceptem. Summa summarum gra sprostała moim oczekiwaniom i wnioskując po opiniach internautów – nie tylko ja jestem zachwycony najnowszym produktem studia One More Level.

Nie jest to pozycja dla wszystkich – to bardzo wymagający tytuł i jestem świadom, że nie każdemu podoba się wizja zgonów co pięć sekund, lecz sam tytuł to świetna rozgrzewka przed premierą „Cyberpunka”, która rozkochuje w sobie nie tylko klimatem, ale i bardzo satysfakcjonującym gameplay’em.

Zdecydowanie warto zainteresować się tą grą szczególnie iż cena jest zdecydowanie dużo niższa od większości obecnych premier.