PODZIEL SIĘ

„Złap je wszystkie!” – hasło to towarzyszyło wielu wam, w czasach młodzieńczej beztroski. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy kolejnych to odcinków Pokemonów, aby się przekonać, czy Ash w końcu zostanie mistrzem, a  na podwórkach z zapałem bawiliśmy się tazosami. Jakiś czas temu mogliśmy ponownie poczuć się dziećmi, czy to z powodu Pokemon GO, czy właśnie Detektywa Pikachu – pierwszego aktorskiego filmu z naszymi kieszonkowymi stworkami!

Bardzo dziękujemy Galapagos za dostarczenie nam kopii do recenzji!

Nie będzie to moja pierwsza przygoda z tą produkcją, gdyż jako wieloletni fan, nie mogłem odpuścić seansu w kinie, niemniej z wielką chęcią obejrzałem tę animację ponownie. To już coś znaczy, prawda?

Głównym bohaterem nie jest znany wszystkim Ash Ketchum, ale Tim Goodman, 21-letni sprzedawca ubezpieczeń z Ryme City. W odróżnieniu od chłopaka z Alabasty, jego marzeniem nie jest złapanie wszystkich Pokemon, gdyż ten poddał się w momencie śmierci swojej mamy. Gdy w jego życiu w końcu powoli zaczęła następować stabilizacja i wszystko szło w dobrym kierunku, tamtejsza policja przekazała Goodmanowi bardzo złe wieści – jego ojciec zginął w wypadku samochodowym.

Wydawałoby się, że życie Tima już zostało obrócone o 180 stopni, jednakże nic bardziej mylnego. W trakcie wizyty w apartamencie swojego taty spotyka tam Pikachu. Niby nic nadzwyczajnego, ale okazuje się, iż młody Goodman rozumie, co ten malutki stworek do niego mówi! Żeby tego było mało, to ten myszopodobne stworzenie było partnerem jego dopiero co zmarłego rodziciela. To nie może być przypadek.

Wbrew początkowym uprzedzeniom, dwójka ta znajduje wspólny język i wspólnymi siłami starają się ustalić prawdziwą przyczynę zgonu ojca młodego bohatera, który wcale nie zginął w „przypadkowym” wypadku. Czy uda się tej dwójce rozgryźć spisek? To już pozostawiam wam do odkrycia.

POKEMON DETECTIVE PIKACHU

Choć historia sama w sobie nie jest jakaś wielce skomplikowana, to jestem przekonany, że potrafiłaby zaskoczyć co poniektórych. Jeżeli szukacie czegoś bardzo ambitnego, to źle trafiliście. Pokemon Detektyw Pikachu jest pozycją skierowaną głównie do młodszego odbiorcy, ale i starsi znajdą u wiele dla siebie (Wszakże to my powinniśmy lepiej kojarzyć ten świat!). Animacja chwyci za serce nie raz, spowoduje, że się uśmiechniemy, zaśmiejemy i po seansie będziemy po prostu zadowoleni.

Mimo że jest to głównie film aktorski, to efektów wizualnych tu nie brakuje, a te są na naprawdę wysokim poziomie. Artyści wykonali kawał solidnej roboty przy przenoszeniu stworków do świata 3D, nie brakuje tu uroczych maleństw (Bulbasaur jest przesłodki!), ale nie zabrakło też brzydali typu Mr. Mime. Produkcja jest wręcz na swój sposób bajeczna i bardzo cieszy oko.

POKEMON DETECTIVE PIKACHU

Ciężko mi być krytycznym w stosunku do tej produkcji, gdyż świetnie odgrywa swoją rolę, ale na dobrą sprawę dałoby się przyczepić do tego, że całość jest zdecydowanie…za krótka? Ledwo się rozłożymy wygodnie fotelu, a tu koniec. Chociaż jakby o tym pomyśleć, to bardziej plus.

Jeżeli chodzi o dodatki na Blu-Ray, to dodatkowo otrzymujemy kilka gratisów. Jeden z nich to bardzo ciekawy „Tryb Detektywa”, dzięki któremu możemy poznać film od nieco innej strony. Nie chodzi tu o sceny pozakulisowe (które też się znajdują na płycie!), a o wskazówki, materiały z planu filmowego, ciekawostki, fakty czy easter eggi, które wyświetlają się w trakcie trwania seansu. Coś świetnego! Właśnie tego typu rzeczy oczekuję po takich wydaniach.

POKEMON DETECTIVE PIKACHU

Poza tym mamy jeszcze dostęp do alternatywnego początku, który został finalnie wycięty, krótką relację Ryana Reynolda o jego przygodzie z tą produkcją, zabawny Audiokomentarz Mr. Mime’a, krótki wywiad z Justice Smithem – czyli głównym bohaterem, a na samym końcu czeka na nas jeszcze teledysk. Całość idzie zamknąć w 10 minutach, więc nie ma tego zbyt wiele do ogarnięcia.

„Pokemon Detektyw Pikachu” to rodzinne kino, które zachwyci zarówno młodszego, jak i starszego odbiorcę. Jest to dzieło, do którego z chęcią będzie się wracać przez lata, głównie ze względu na swój urok (powtarzam, Bulbasaur to słodziak!), ale też chwytającą za serce opowieść. Bardzo polecam wszystkim, którym seans ten jakimś sposobem umknął.

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!