PODZIEL SIĘ

Wielu z członków Avengers odeszło, zarówno w przenośni, jak dosłownie. Wydawałoby się, że to koniec tej drużyny, wszakże budynek pełniący funkcję ich siedziby został sprzedany, a bohaterowie skupili się na prywatnych sprawach. Lecz teraz nadchodzi nowe zagrożenie. Czy to nie najlepsza okazja na ‘spotkanie klasowe’?

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Egmont za podesłanie nam komiksu do recenzji i zachęcamy do wspierania polskiego rynku komiksowego poprzez kupowanie na ich stronie, Egmont.pl!

I tak o to mamy trzon kadry nowych Avengers: 

Falcona – Kapitana Amerykę, który wciąż nie do końca radzi sobie ze sławą i schedą po Rogersie, a jego kolor skóry przyczynia się do wielu uwag pod tym kątem. Tony Stark pozbawiony majątku, starający się jak najlepiej zainwestować pozostałą mu gotówkę. Vision zmuszony przez duchy przeszłości do kasacji swoich uczuć poprzez usunięcie wspomnień.

Owa trójca uzupełniana jest o nowych bohaterów: Ms Marvel, którą przedstawił Adrian w recenzji jej solowego komiksu. Kolejny jest Nova, młodzieniec wyraźnie zauroczony Kamalą, a w pewnym względzie będący zarazem prowodyrem początku zjednoczenia Avengersów. Miles Morales również znalazł wśród nich swoje miejsce, Spiderman, którego poznać mogliście w Spiderman: Uniwersum. Lista zamykana jest przez Thor. Tak, nie Thora, a Thor. Tajemniczą kobietę dzierżącą Mjolnira, wątpliwą boginię gromów. 

Sam komiks skupia się na powolnym jednoczeniu drużyny, mimo tego, iż cały skład zebrany jest już niemalże na samym początku. Rozchodzi się tu bardziej o budowanie wzajemnego zaufania, a te poddawane jest już od startu różnorakim próbom, szantaże, podejrzewane zdrady, tajemnice zasiewające ziarno niepewności. Ma to miejscu już przy pierwszym przeciwniku, Warbringerze. Osoby bardziej wtajemniczone mogą wiedzieć, kto względem znajomości z owym złoczyńcom mógł mieć sekret, który wolał zachować dla siebie. Oczywiście, nie jest to jedyny przeciwnik, jaki stanie naprzeciw Avengers, ale pozostałych zachowam w tajemnicy, chociaż chwilowo. 

Innym ważnym, a właściwie najważniejszym motywem dla całej historii jest oś czasu, podróże w niej i paradoksy na ich skutek powstałe. Jeden ze złoczyńców wystąpił w kilkudziesięciu wersjach czasowych, niemalże jak Reverse Flash w jednym z finałów Legends of Tommorow, a więc osoby z sentymentem do seriali Arrowverse znajdą element dla siebie, chociaż komiks oczywiście nie jest powiązany z DC. 

Rysunki autorstwa Mahmuda Asrara i Adama Kuberta szczególnie się nie wyróżniają, ani w jedną, ani w drugą stronę. Pomijając strony początkowe poszczególnych zeszytów/rozdziałów, które są złotem. Natomiast ma to taką wadę, że właśnie okładka całego tomu jest piękna, ale rysunki wewnątrz nijak się do niej mają. Na szczęście całkiem solidny poziom i tak zostaje zachowany.

Mark Waid napisał przyjemny scenariusz, nieobciążający w żaden sposób czytelnika jakimikolwiek rozterkami. Lekki tom do przeczytania w podróży, czy wolnej chwil, umiejący wywołać grymas uśmiechu na twarzy, jednak niezostający w głowie na dłużej. Boleć może potraktowanie Warbringera na przestrzeni tego komiksu, ot. Kwestia tego, jak zaczął, a jak skończył. Ogólnie, polecam osobom chcącym się po prostu zrelaksować bez jakiegokolwiek wysilania szarych komórek, bądź po prostu interesują się losami Avengersów wszelkiej maści. 

PS. Gościnnie pojawia się Scarlet Witch.