Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie Batmana. Już? Teraz pomyślcie, że siedzi skupiony przy tym swoim komputerku, szuka złoczyńców. Nagle na deskorolce nadlatuje wielki, zmutowany żółw, który taranuje Alfreda niosącego pudła z pizzą. Tak, to jest właśnie Batman kontra Żółwie Ninja, zapraszam do recenzji filmu na DVD!

Na początek pragniemy podziękować wydawnictwu Galapagos za udostępnienie nam kopii filmu!

Akcja rozpoczyna się w Gotham, w momencie, kiedy pewne laboratorium atakują ninja.
Batgirl, będąca wtedy w tamtym miejscu, mówi Batmanowi o całym zajściu, co Nietoperz kwituje słowami: “Kimkolwiek są, pożałują, że pojawili się w Gotham”. Po czym pojawia się intro.

I właśnie od niego chciałbym zacząć mój komentarz, ponieważ bardzo zwracam na nie uwagę we wszelkich dziełach medialnych. Na szczęście nie zawiodłem się i tutaj. Produkcja zawiera fenomenalną czołówkę w czerni i bieli z wartką muzyką oraz przepięknymi artami. Przypomina to trochę te kreskówki superbohaterskie z lat 90.

Później widzimy Batmana w jaskini korzystającego z komputera. Od razu możemy zauważyć coś nieszablonowego i w ostatnich latach bardzo rzadkiego. Chodzi mi tu o luźny charakter Wayne’a. Od samego początku wydaje się on taki szczęśliwszy i bardziej zadowolony z życia niż obecny komiksowy Nietoperek, który jest strasznym i smutnym mrukiem.

Na szczęście nie zawsze tak było. W okresie srebrnej i brązowej ery komiksu Bruce Wayne był dość, jak na Zamaskowanego Krzyżowca, wesołą postacią tzn. nie raz się uśmiechał, rzucił ciętą ripostą, a nawet żarcikiem. Właśnie takiego Nietoperza dostaliśmy tutaj. Z jednej strony poważny detektyw, no po prostu Batman, a z drugiej dość luźna osoba. Nawet stylistyka jego kostiumu nawiązuje do tamtych lat, bo zamiast standardowej zbroi dostaliśmy obcisłe rajtuzy!

Oczywiście w Batrodzince jest jeszcze Batgirl i Robin. Tutaj Boy Wonder, tak samo, jak jego ojciec, ma trochę inną osobowość, niż byśmy się spodziewali. Zamiast być poważnym dzieckiem, wychowanym przez Ligę Zabójców, jest on bardziej radosny, rzuca żarcikami i ekscytuje się nowymi współpracownikami. Coś a’a Graysonowy Damian Wayne. Te wszystkie zmiany w charakterystyce herosów składają się na jeden wielki plusik.

Z samymi Żółwiami nie miałem wcześniej do czynienia. Nie czytałem każdym komiksów, nie oglądałem kreskówek, ani nic. Raptem parę razy przewinęli się gdzieś na ekranie, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Po prostu mnie nie interesowali.
Jestem niesamowicie zaskoczony, jak kreacja tych postaci wpływa na moją chęć ich odkrywania. Twórcy tak świetnie poradzili sobie z naszymi gadami, że mam po prostu ochotę zajrzeć głębiej w ich uniwersum, poznać ich historie i pooglądać jakieś kreskówki.
Zostali oni przedstawieni w najlepszy możliwy sposób – jako niedoskonałe, chaotyczne nastolatki, z czego każdy różni się charakterem, przysposobieniem czy po prostu intelektem. Co ciekawe, Żółwie odpowiadają za 3/4 elementów humorystycznych w całej produkcji.

Oprócz humorku produkcja wykorzystuje wiele ciekawych pomysłów, takich jak zamienianie znanych nas bohaterów w zwięrzęta. Oczywiście każde zwierze pasuje jakimś trafem do postaci i tego, czym się charakteryzuje.

Dubbing zdecydowanie tutaj zagrał! Nie miałem okazji słyszeć polskiego dublażu, ale ten oryginalny zrobił na mnie wrażenie. Jedynie aktor, który odgrywał Jokera kompletnie mi się nie spodobał, aczkolwiek widać było, że bardzo się starał. Może to być po prostu kwestia przyzwyczajenia do Marka Hamilla.

Jednak nie jest to film bez wad. Bardzo rozczarowali mnie główni źli, którzy nie reprezentowali sobą dosłownie nic, a większą radość sprawiło mi oglądanie na ekranie kilku scen z Pingwinem czy Banem.
Główny wątek rozmywał się gdzieś w trakcie animacji, a ciekawszą sprawą stały się relacje pomiędzy bohaterami.
Problem mam też z jedną rzeczą, z którą boryka się większość animowanych filmów akcji, a mianowicie scenami walki. Są one zwyczajnie za długie. Kozackie, efektowne i dynamiczne, ale za długie i po 2-5 minutowych walkach możemy odczuć zmęczenie.

Mam straszne trudnośc w jednoznacznej ocenie tego filmu, bo dostarczył mi on niesamowitej ilości rozrywki, ale gdzieś w połowie strasznie się rozwlekał, zawierał wyżej wymienione wady. Z drugiej strony mamy fajnie rozwinięte postacie, ciekawe zabiegi fabularne i świetny dubbing. Nie wiem też, dla kogo ten film jest przeznaczony. Dorosłych widzów może odrzucić od seansu infantylność, humor i taki klimacik typowych kreskówek z końcówki XX wieku i początku XXI wieku, a młodszych odbiorców niezrozumienie wielu żartów i miejscami mroczna atmosferę.

Czas przejść do warstwy graficznej. Same rysunki są raczej dość przeciętne i nie powodują żadnych zachwytów. Animacje już niestety kuleją, ponieważ wydają się mało płynne. Ja rozumiem, że tak ma być, czy coś, ale jednak powoduje to dość duży dyskomfort. Czuję się jakbym oglądał jakieś niskobudżetowe animu. Wracając kilka sentencji wcześniej chciałbym powiedzieć, że kreacje postaci są bardzo ładne i estetyczne. Staromodny kicz łączy się z nowoczesnymi designami bohaterów. Batman posiada rajtuzy ze srebrnej ery komiksu, Batgirl jak i Robin mają stroje z najnowszych serii komiksowych. A żółwie to po prostu żółwie, klasyk.
Złoczyńcy również wyglądają bardzo przyjemnie, aczkolwiek mam wrażenie, że to taki trochę lazy drawing, bo w większości są oni jak wyjęci prosto ze starych kreskówek.
Oczywiście to żaden minus, aczkolwiek bardzo mi szkoda, że twórcy nie pobawili się konwencją.

Podsumowując: Jest to bardzo przyjemny kawał filmu. Dostarcza mnóstwo rozrywki i przede wszystkim humorku. Dość prostego, wręcz często dziecinnego, ale luźnego i fajnego. Nie za bardzo wiem, dla kogo ta produkcja jest skierowana, aczkolwiek wydaje mi się, że w szczególności do dzieci. Oprawa graficzna nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Designy postaci są superanckie i przypominają klasyczne kostiumy. Niestety przy złoczyńcach twórcy skorzystali ze znanych już schematów i wyszło to po prostu wtórnie, aczkolwiek estetycznie. Czy obejrzałbym ten film jeszcze raz? Raczej nie, ale za pierwszym razem bawiłem się bardzo dobrze i uważam, że był to fajnie spędzony czas.