PODZIEL SIĘ

Nazywam się Carter Hall, jestem archeologiem, przez niektórych znanym jako Hawkman. Po każdej śmierci odradzam się w inkarnacji innego człowieka, ale zawsze sprowadza się do jednego – zostaję archeologiem i badam sprawę, która może rozerwać na strzępy całe multiwersum… Dzisiaj zrecenzuję komiks, który nakreśla moje początki i wyjaśnia okoliczności kryzysu, zapraszam do czytania wszystkich, którzy znaleźli ten dziennik.

Dziennik podróżniczy, Carter Hall.

Pragnę podziękować wydawnictwu Egmont za dostarczenie nam komiksu do recenzji! 

Komiks jest zbiorem wielu historii w tym tie-inów itd., dlatego nie będę wspominał o autorach imiennie.

Lektura zaczyna się od mojego wstępu i wyrywków z dziennika, w których opowiadam o tym, jak zostałem Hawkmanem. Głównym czynnikiem napędowym kryzysu, jak się okazuje, jest enty metal, który pojawił się już w starożytności i sprawił, że jestem w stanie dosępować reinkarnacji po każdej śmierci

W całym uniwersum jest wiele rodzajów metali: Dionizjum, który przywrócił Batmana i Jokera do życia, Batmaium, Elektrum, Prometium lub dziewiąty metal. Jego “enty” gatunek sprawia, że uniwersum jest w niebezpieczeństwie, a ziemscy bohaterowie muszę przygotować się na najazd wrogich… Batmanów.

Motyw nietoperza i dziedzictwo Batmana jest głównym spiritus movens opowieści, ponieważ to właśnie złe wersje tej postaci robią inwazję na nasz świat za pośrednictwem demona Barbatosa, dzięki użyciu przez Bruce’a Wayne’a 5 metali.

Oczywiście to wszystko jest dużym uogólnieniem i bardzo się zdziwicie, jak daleko i jak bardzo ta historia jest rozwinięta, ponieważ pierwszy tom to tak naprawdę początek tego, na co musi się przygotować całe Uniwersum DC.

Opowieść ociera się o wiele różnych gatunków, od horroru po komedię, gdyż znajdziemy tu mrożące krew w żyłach kadry, zapowiadające nadchodzące wydarzenie, ale też nie zabrakło miejsca na motyw humorystyczny i żarciki, głównie za sprawą Flasha. Jednakże przez większość czasu, jesteśmy wręcz straszeni wizją nadciągającego kryzysu, co skutecznie potrafi wzbudzić w nas zaniepokojenie, przerażenie i rosnące z każdą stroną napięcie.

Naprawdę jestem pod wrażeniem rozpisania dalogów i sposobu wypowiadania się bohaterów. W połączeniu z rysunkami (o których powiem więcej później) tworzą one magiczną mieszankę. Herosi, mimo swojej potęgi naprawdę się dziwią i niepokoją, a wręcz boją i to świetnie widać, a najlepsze w tym to, że im dalej końca jesteśmy, tym ten strach coraz bardziej odciska swoje piętno na postaciach.

Jest to komiks zdecydowanie dziwny, wybijający się pomysłowością pośród klonów, które masowo produkuje rynek. No bo jak zrobić coś świeżego z czegoś starego? Scott Snyder, główny pomysłodawca dał Batmanom moce, które zdobyli na różne sposoby (niezbyt miłe). Są to moce innych bohaterów i złoczyńców m.in: Batman Drowned – Aquaman, Batman The Dawnbreaker – Green Lantern, Batman The Red Death – Flash oraz dowodzący nimi Batman Who Laughs – Joker, a to jeszcze nie wszystko, ponieważ pominąłem kilka zwariowanych kreacji, o któych dowiecie się podczas lektury i które dogłębnie poznacie dopiero w tomie 2., który będzie miał premierę 22 maja.

Przejdźmy do oprawy graficznej, bo tu muszę jednocześnie pochwalić autorów i ponarzekać. Niektórzy odwalili kawał dobrej roboty, ale znalezły się tutaj czarne owce. Tak, o ciebie mi chodzi Johnie Romito Juniorze!

Komiks rysowało wielu osób, ale jednak ten jeden słodki cukiereczek zasługuje na wspomnienie (i nie po to, żeby go pochwalić). Od dawna wiadomo, że John Romita Jr. nie jest wybitnym rysownikiem, a od poziomu Millera czy Portera dzieli go cienka linia. Tutaj widzimy świetny przykład: nienaturalnie wyglądające twarze, dziwna mimika bohaterów, jakieś dzikie proporcje postury postaci, mała szczegółowość i wiele wiele więcej.

Na uznanie, albo przynajmniej pochwałę zasługuje każdy inny rysownik (szczególnie Greg Capullo), którzy bardzo dobrze wykonali swoją robotę godnie prezentując bohaterów i – jak wspominałem wcześniej – idealnie pokazują trwogę i strach.

Do kolorów nie mogę się specjalnie przyczepić, aczkolwiek czasami są one za jasne, albo raczej wyblakłe i na niektórych kadrach Superman wygląda jakby miał siwe lub jasno-niebieskie, wręcz podchodzące pod zielony włosy.

Podsumowując, jest to komiks często mrożący krew w żyłach, ale z dozą humoru i akcji dodanej w boskich wręcz proporcjach. Jest to pomysł jak odświeżyć starego bohatera i zrobić z tego wydarzenie, które naprawdę zmieni DC i nie będzie tylko bezsensownym gadaniem bez żadnego wiekszego wpływu na uniwersum. Oprawa wizualna nie jest na poziomie mistrzowskim. Nie spodziewajmy się tutaj dzieł sztuki pokroju rysunków Tony’ego Harrisa czy Dave’a McKeana, ale porządnych grafik z kilkoma mankamentami w postaci Johna Romity Juniora. Całość dopełniają przyzwoite kolory i majestatyczne plansze.  Polecam szczególnie, zwłaszcza za Egmontową cenę. Ja tymczasem zmierzam do portalu, który zaprowadzi mnie do minusowego multiwersum. Ktokolwiek znajdzie ten dziennik, proszę, nie podążajcie za mną…

                                                             Podpisano: Carter Hall.

Wydawnictwo: Egmont
4/2019
Tytuł oryginalny: Dark Nights: Metal
Wydawca oryginalny: DC Comics
Rok wydania oryginału: 2019
Liczba stron: 232
Format: 170×260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy