PODZIEL SIĘ

Dzięki uprzejmości Cenegi dostaliśmy możliwość, aby zrecenzować dla was najnowszą produkcję z serii Marvel vs. Capcom! (W recenzji skupię się tylko i wyłącznie na najnowszej części serii – Infinite, więc nie będę porównywał jej względem poprzedników).

Seria Marvel vs. Capcom jest jedyną taką, w której Avengersi mogą zmierzyć się z ekipą z Resident Evil, ale czy mimo to produkcja ma szansę konkurować z pozostałymi bijatykami zeszłego roku, czyli m.in. Tekken 7, Injustice 2? W grze dostępnych jest 30 postaci, po stronie Marvela do walki staną: Captain America, Captain Marvel, Doctor Strange, Dormammu, Gamora, Ghost Rider, Hawkeye, Hulk, Iron Man, Nova, Rocket Raccoon, Spider-Man, Thanos, Thor, Ultron, a będą oni walczyć z, jak i ramię w ramię, następującymi postaciami uniwersum Capcomu: Arthur, Chris Redfield, Chun-Li, Dante, Firebrand, Frank West, Jedah Dohma, Mega Man X, Mike Haggar, Morrigan Aensland, Nemesis, Nathan Spencer, Ryu, Strider Hiryu oraz Zero. Zdecydowanie brakuje tu postaci z uniwersum X-Menów (mieli pojawić się w DLC, lecz jednak jako DLC do gry trafił Venom, Black Widow oraz Monster Hunter).

 

Jeśli chodzi o fabułę, to widać, że była wzorowana na tej z np. Injustice czy Mortal Kombat. Łącznie przerywniki trwają około 2-3 godzin. Na wszystkie sceny pomiędzy walkami nałożona jest blokada przed nagrywaniem, co jest dosyć dziwnym posunięciem. Co prawda historia sama w sobie nie jest zła, ale niektóre dialogi są po prostu koszmarne. Nie jest łatwo umieścić dwa uniwersa w jednej produkcji, lecz myślę, że można by to zrobić lepiej. Celem gracza jest pokonanie głównego antagonisty – Ultrona Sigma, który chce zamienić wszelkie żywe istoty na roboty,  a żeby tego dokonać, to potrzebuje zdobyć wszystkie kamienie nieskończoności. Oczywiście nasi bohaterowie będą starali się z całych sił go powstrzymać.

Oprawa graficzna także nie zachwyca. Wygląda ona, jakby gra miała docelowo trafić na konsole poprzedniej generacji. Komiksowy styl nadaje klimatu grze, ale mimika postaci – a raczej jej brak – jest czymś tragicznym. Do tego modele kilkoro herosów są według mnie zbyt bardzo napakowane i wielkie. Jednym z przykładów jest Thor, który rozmiarem prawie dorównuje Hulkowi.

 

Natomiast sama rozgrywka jest jedną z niewielu rzeczy, która broni Marvel vs. Capcom: Infinite przed totalną porażką. Dobrym rozwiązaniem są łatwe combosy (aby je wykonać wystarczy parę razy naciskać jeden przycisk). Jest to przydatne dla osób, które dopiero rozpoczynają zabawę z grami tego typu. Jest to także spore ułatwienie dla najmłodszych. Rozgrywkę nieźle urozmaicają Kamienie Nieskończoności – każdy z nich daje graczowi po 2 typy ataków – skok kamienia i burzę kamienia. Skoki Kamieni pozwalają na np. krótkie teleporty, chwyty, ataki wysysające energię lub uderzenia odpychające. Aby aktywować Burzę Kamienia, należy uprzednio naładować specjalny wskaźnik, poprzez “stukanie” combosów. Kolejną z ciekawych opcji jest możliwość zamiany postaci w praktycznie każdej chwili, co pozwala na przedłużenie combo lub ucieczkę umierającego bohatera. Jak dla mnie, ruchy postaci były ciut za “sztywne”.

Niestety kolejnym minusem są plansze, których kolory zostały zbyt mocno stonowane, co spowodowało, że są one monotonne i wręcz martwe. Dostępnych jest 16 plansz, które są zróżnicowane i gdyby nie te kolory, ciekawe.

Tryb sieciowy jest kolejnym z plusów gry. Rozgrywka odbywa się sprawnie, bez większych opóźnień i problemów z połączeniem. Dobieranie graczy odbywa się naprawdę szybko, co jest dużym plusem, więc nawet osoby, które posiadają słabe łącze, mają okazję pobawić się w sieci. Jednak jestem prawie pewien, że mało kto po ukończeniu fabuły kiedykolwiek powróci jeszcze do gry.

Podsumowując, według mojej opinii gra zasługuje na mocne 4/10.

Minusy:

  • okropne dialogi
  • średnia fabuła
  • “przerośnięte modele postaci”
  • brak X-Menów
  • mocno stonowane plansze

Plusy:

  • ciekawa rozgrywka
  • kamienie nieskończoności
  • dobry tryb sieciowy
  • komiksowy styl