PODZIEL SIĘ

Kolejny odcinek “Agents of S.H.I.E.L.D.” już za nami. W odróżnieniu od poprzednich epizodów nie skupiał się on na grupie agentów przeniesionych w przyszłość, ale na Fitzu oraz na tym, co działo się z nim po zakończeniu czwartej serii. Muszę powiedzieć, że odcinek ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Dużo się działo, doszło do powrotu kilku postaci, a sama historia była niezwykle wciągająca.

Jak się okazało, po porwaniu Coulsona i reszty drużyny Leo został aresztowany i przez pół roku współpracował z wojskiem w celu odnalezienia swoich przyjaciół. Bardzo spodobała mi się scena poszukiwań agenta oraz sposób, w jaki udało mu się uciec z więzienia. W kolejnych etapach odcinka fabuła w dalszym ciągu intryguje. W końcu dowiedzieliśmy się, kim jest tajemniczy kosmita ze sceny otwierającej piąty sezon. Jest to niejaki Enoch, 30000 lat temu został on wysłany na Ziemię w celu obserwacji procesu ewolucji rodzaju ludzkiego. Powodem wysłania grupy byłego dyrektora S.H.I.E.L.D. 70 lat do przodu było wypełnienie przepowiedni, a także uratowanie ludzkości. Na końcu epizodu pomaga także Fitzowi w dotarciu do reszty agentów. Spodobało mi się, że nie okazał się on być stereotypowym złym kosmitą i mam nadzieję, że będzie dalej prowadzony w ten sposób. Sama postać Enocha już teraz jest dosyć interesująca, w związku z czym liczę na jego większą rolę w kolejnych odcinkach.

Doszło również do powrotu kilku bohaterów, których od dawna nie widzieliśmy na ekranie. Przede wszystkim powrócił, oczekiwany chyba przez wszystkich fanów, Lance Hunter. Na początku pomaga on Leopoldowi w ucieczce z więzienia, a następnie w odszukaniu przyjaciół. Były agent w dalszym ciągu jest tak samo rewelacyjną postacią, jak w drugim oraz trzecim sezonie. Wszystkie jego kwestie zostały wyjątkowo dobrze napisane, a Nick Blood wypada w swojej roli bardzo charyzmatycznie. Dobre wrażenie wywołała też u mnie przedstawiona relacja między Fitzem a Lance’em. Widać, że są oni bliskimi przyjaciółmi, a ich interakcje są zarówno świetnie napisane, jak i zagrane. Oprócz tego, nie sposób nie wspomnieć o scenie ich włamania do bazy wojskowej. Żeby owa misja się powiodła, byli oni zmuszeni do wykorzystania niebezpiecznej broni, czyli… fretek. Był to niespodziewany, a przy tym humorystyczny motyw, który na pewno rozbawił niejedną osobę. Na końcu epizodu Hunter ponownie odchodzi, jednak mam szczerą nadzieję, że zobaczymy go ponownie, co myślę, że ucieszyłoby wielu widzów. Dodatkowo powróciły też postacie Robin Hinton, która jakiś czas temu przeszła przez terrigenezę, oraz jej matka Polly. Obu tych bohaterek nie widzieliśmy od końca trzeciej serii. Przyznaję, nie spodziewałem się ich powrotu, a przynajmniej nie w takiej roli. Robin w pewnym sensie odziedziczyła moce po swoim ojcu, dzięki czemu posiada zdolność przewidywania przyszłości. Jest to interesujący aspekt, który może zostać ciekawie rozwinięty w późniejszym czasie.

Podsumowując, moim zdaniem był to naprawdę rewelacyjny odcinek, ze świetną fabułą, interesującymi powrotami oraz fantastycznie przedstawioną relacją dwójki agentów.

Odcinek oceniam na 9/10.