PODZIEL SIĘ

Mimo iż wielu fanów kojarzy i preferuje Deathstroke’a bardziej jako nieustraszonego najemnika aniżeli kogoś o ludzkich uczuciach, to Manu Bennettowi bardzo spodobała się ta druga wersja.

Poniżej przedstawiam wypowiedzi Manu Bennetta, z którym przeprowadzany był wywiad na tegorocznym Heroes and Villains w San Jose. Wygląda na to, że Bennett jest zadowolony z tego, jak poprowadzono jego postać w bieżącym sezonie serialu Arrow.

“Poszczęściło mi się dzięki tym wszystkim elementom z oryginalnej historii.” – mówi Bennett. “Za każdym razem, gdy dokładamy kolejną cegiełkę w postaci motywów z Deathstrokiem, ta historia dalej może być kontynuowana. Czasami tęsknię za ‘Arrow’ i nieraz było tak, że musiało minąć ponad półtora roku, zanim znowu trafiłem na plan z Oliverem, czyli Stephenem Amellem, i załogą. Ale twórcy wykonali świetną robotę przez ostatnich parę odcinków i to, że zamiast zdemonizować, uczłowieczyli Slade’a, było wielką ulgą dla mnie, ponieważ zawsze uważałem, że Deathstroke z komiksów DC, od Marva Wolfmana, jest kimś więcej niż tylko szaleńcem po Mirakuru.”

“Zatem wcielenie się z powrotem w rolę Deathstroke’a i do tego sprowadzenie kilku innych postaci, jak jego syn, oraz wspomnienie o jego drugim synu, żonie i innych, daje nam nowe spojrzenie na to wszystko oraz możliwości na zbadanie tego nowego terenu.” – mówi Manu Bennett.

Co zabawne, jest to trochę sprzeczne z tym, co Bennett mówił o swojej roli w Arrow w 2015 roku. W skrócie – twierdził, że źle przedstawiono Deathstroke’a, ponieważ w komiksach był takim kozakiem, że nawet Liga Sprawiedliwości miała duże problemy, by się z nim zmierzyć. A w wyżej wspomnianym serialu pokonano go w sposób, który raczej nie wymagał aż takich działań…

No cóż, widać aktorowi przypadła do gustu nowa odsłona ulubionego najemnika ze świata DC.

A Wy co o tym sądzicie? Piszcie w komentarzach!