PODZIEL SIĘ

Uwaga, tekst może zawierać spoilery!

Kolejny tydzień, kolejny odcinek Supergirl i kolejna recenzja. Tym razem już nie będzie tak długo, ale już bardziej konkretnie. Drugi epizod, podobnie jak poprzedni, pozostawił mnie z bardzo ambiwalentnym wrażeniem – widać, że ogólnie jest lepiej, ale na większe zmiany nie ma co liczyć.

Głównym złoczyńcą odcinka jest Metallo, czyli pokonany w poprzednim odcinku John Corben. Budzi się on w ośrodku tajemniczej organizacji Cadmus, która pozwoliła sobie na dokonanie paru zmian w jego organizmie, ot stalowy szkielet i wielka strzelająca bryła kryptonitu na klacie. Po dwóch słowach zasłyszanych od zupełnie obcej kierowniczki projektu postanawia zemścić się na Kryptończykach. Kilka wymian ciosów i adwersarz wraca z podkulonym ogonem. Żelazna logika kitowców mówi, że im więcej, tym weselej, więc w pięć sekund powstaje drugi Metallo. Oczywiście nie muszę mówić jak to się wszystko kończy.

metallo

Scenarzyści nie byliby sobą, gdyby nie wpletli do scenariusza odpowiedniego ładunku emocjonalnego, tym razem są to problemy Kary w nowym miejscu pracy. Dziarska recepcjonistka/asystentka/wafel/superbohater postanawia do swojego CV dodać bycie reporterką. Nie ma, że doświadczenie, szkoła czy jakieś tam inne bzdety. I nie mówcie mi, że to tak nie działa, bo sam widziałem… w serialu. W ten sposób zostaje się dziennikarzem. Sprawy nie ułatwia jednak nowy szef, który wychodzi z założenia (dziwne, prawda?) „Co ty tu w ogóle robisz, dziecko?”. Warto nadmienić, że wątek jest straszną kliszą przewidywalną do granic możliwości.

Na tym nie koniec, kolejną próbę przeszedłem podczas wątku dotyczącego Alex Danvers. Ta twarda laska, która bez zmrużenia oka przyjmuje ciosy w głowę wymierzone przez cyborga, który odrzuca na parę metrów Supermana, okazuje się mieć bardzo delikatne wnętrze i nagle jest zazdrosna, że Kara spędza tyle czasu ze swoim kuzynem. Wiąże się to z krótkimi fochami, ale ostatecznie siła amerykańskiej przyjaźni zwycięży przecież wszystko. Nawet głupotę scenarzystów.

Byłbym zapomniał – kolejny wątek, z którym dla odmiany wiązałem jakiekolwiek nadzieje, czyli niekoniecznie dobre relacje Marsjanina i Clarka skończył się w zasadzie po 3 minutach czasu antenowego. Oczywiście rozeszli się w przyjaźni, bo jak inaczej?

Końcówka odcinka zapowiada kolejne wątki, ujawnienie się Cadmus, przebudzenie Kryptończyka. Mamy więc jakiś tam cliffhanger, ale prognozy na dalszy ciąg serialu nie są zbyt kolorowe. Już w drugim odcinku (pewnie na jakiś czas) żegnamy się z dwójką aktorów, którzy dawali sobie radę i byli mocniejszymi elementami serialu (Supergirl raczej dużo takich nie ma do dyspozycji), żegnamy się z Clarkiem Kentem i Cat Grant. Ale cóż… czas pokaże…

Sporo w tym tekście złośliwości, bo umówmy się, to nie jest dobry serial, ale jednak wciąż podtrzymuję swoje zdanie z poprzedniej recenzji. Ogólnie jest lepiej niż w pierwszym sezonie.

Do przeczytania za tydzień!

Kliknij tutaj i przejdź do najlepszego sklepu internetowego z gadżetami superbohaterów!